- •1. Etyka (tłumaczył Norbert Leśniewski) 5
- •2. Filozofia polityczna (tłumaczył Andrzej Przyłębski) 93
- •7. Filozofia współczesna (tłumaczył Andrzej Przyłębski) 461
- •Imperatyw kategoryczny
- •Idealizm
- •Idealizm
- •Idealizm obiektywny lub absolutny: Hegel
- •Inne możliwe analogie
- •Istota I istnienie
- •Idee wrodzone
- •Inne pewniki
- •Idee proste
- •Immaterializm
- •Istota doświadczenia
- •Instrumentalizm
- •Implikacje
Istota I istnienie
W każdej z powyższych prezentacji pojawia się identyczny temat podstawowy. W wyniku samej analizy naszego pojęcia Boga jako istoty najdoskonalszej, albo bytu, od którego nie można sobie wyobrazić nic doskonalszego, musimy zobaczyć, że jednym z elementów tej doskonałości, jednym ze składników samej definicji Boga, musi być jego istnienie. Dlatego w odróżnieniu od innych pojęć, których definicja nie wiąże się z koniecznością istnienia ich przedmiotów, lub nie zawiera istnienia jako jednego z ich atrybutów, pojęcie Boga zawiera w sobie stwierdzenie głoszące, że Bóg jest bytem istniejącym. Dlatego wyłącznie na podstawie samej idei Boga możemy stwierdzić, iż istnieje On z całą pewnością, w taki sam sposób, w jaki, na podstawie definicji trójkąta stwierdzamy, że suma jego kątów wynosi 180.
Zanim rozważy się którąś z rozlicznych krytyk, które wysunięto przeciwko argumentowi metafizycznemu na istnienie Boga, należy zwrócić uwagę, że niektórzy filozofowie, którzy posługiwali się tym argumentem, nie czynili tego, by ustalić fakt (mianowicie istnienie Boga), lecz raczej, by wyjaśnić naturę boskiej istoty. Kartezjusz, na przykład, nie sformułował argumentu ontologicznego w celu obalenia ateizmu, lecz przedstawiał go dopiero wtedy, gdy już uznał, że ustalił istnienie
Argument Mitologiczny 281
Boga innym sposobem, to znaczy za pomocą argumentu typu przyczynowego. Ponadto, kiedy się już uznało fakt, że Bóg istnieje, argument ontologiczny zachowuje wartość jako metoda wyjaśniająca rodzaj boskiego bytu na tle wszystkich pozostałych. Bóg jako jedyny, spośród wszystkich znanych nam przedmiotów, w swym pojęciu lub idei zawiera atrybut koniecznego istnienia, podczas gdy żadna rzecz, jaką moglibyśmy sobie pomyśleć, nie zawiera sama w sobie lub w swej definicji warunku istnienia. Dlatego właśnie myśliciele metafizyczni, tacy jak Kartezjusz i Spinoza, uznali na tej podstawie, że sam Bóg jest przyczyną samego siebie, jest bytem samo-istnym.
Krytyka argumentu ontologicznego
Już w czasach sformułowania argumentu ontologicznego przez św. Anzelma, filozofowie starali się wykazać, że jest coś nadzwyczaj błędnego w tej formie rozumowania. Najwcześniejszą krytykę przesłał Anzelmowi jemu współczesny, Gaunilon, mnich z Marmoutier, który napisał w obronie tego “głupiego", o którym Anzelm twierdził, że nie wierząc mówi, że Bóg istnieje, bowiem gdy tylko zrozumie, czym jest pojęcie Boga, zobaczy wówczas, że Jego istnienie wynika z Jego definicji. Celem wykazania błędu zawartego w argumencie ontologicz-nym, Gaunilon dowodził, że gdyby ten rodzaj rozumowania był słuszny, wówczas można byłoby wykazać, że wszystkie inne nierzeczywiste lub wymyślone obiekty także muszą istnieć. Na przykład gdyby sobie wyobrazić, że istnieje gdzieś taka doskonała wyspa, gdzieś poza miejscem, do którego może dotrzeć jakikolwiek podróżnik, to wynika z tego, że jeśli owa wyspa jest doskonała, lub jeśli nie można sobie wyobrazić nic wspanialszego od tej wyspy, wówczas zgodnie z argumentem Anzelma, taka wyspa musi istnieć. Gdyby tak nie było, wówczas nie byłaby doskonała lub nie byłaby tą wyspą, od której nic wspanialszego nie można sobie wyobrazić. Jednakże skoro z definicji jest doskonała i nie można sobie wyobrazić wspanialszej wyspy, wówczas z mocą samego pojęcia możemy być
jLoć. Filozofia religii
pewni, że naprawdę istnieje. Poprzez wskazanie, że można w ten sposób rozwijać najrozmaitsze argumenty ontologiczne na rzecz istnienia przedmiotów najrozmaitszych idei, Gaunilon starał się wykazać, że argument ten zawiera elementy, które są niedorzeczne i wewnętrznie sprzeczne. (Anzelm na swoją obronę dowodził, że argument ontologiczny stosuje się tylko do Boga, ponieważ przedmiot żadnego innego pojęcia nie może być doskonały).
Święty Tomasz
Innego typu uwagi krytyczne zaproponował św. Tomasz z Akwi-nu, który twierdził, że błąd argumentu ontologicznego polega na tym, iż zanim jeszcze wiemy, czy Bóg istnieje, zakładamy już, że znamy Jego naturę, zgodnie z którą jest On istotą doskonałą. W istocie cała rzecz powinna wyglądać inaczej — aby poznać naturę Boga, musimy najpierw wiedzieć, że On istnieje, a nie na odwrót. W rzeczy samej ostateczna wiedza o Bogu, ostateczne zrozumienie, które możemy osiągnąć, w myśl koncepcji św. Tomasza, daje w rezultacie definicję Boga taką, jaką przedstawia argument ontologiczny. Dlatego też najpierw musimy ustalić Jego istnienie innymi środkami, potem zbadać przysługujące mu atrybuty i dopiero wtedy będziemy wiedzieli wystarczająco wiele, by zdefiniować Boga, innymi słowy, posłużyć się argumentem św. Anzelma. Zanim nie dokonamy tego wszystkiego, argument ontologiczny stanowić będzie, według św. Tomasza, jedynie niezbyt interesujące, hipotetyczne spostrzeżenie głoszące, że jeśli Bóg jest istotą doskonałą (to znaczy z pewnością istniejącą), wówczas Bóg z pewnością istnieje.
Kant
Najbardziej zapewne znaną krytyką argumentu ontologicznego jest krytyka Immanuela Kanta, w której podjął on próbę wykazania, dlaczego istnienie nie jest tym rodzajem atrybutu,
Wnioski 283
który może być częścią definicji jakiegokolwiek pojęcia. Idea lub wyobrażenie czegokolwiek zawiera w sobie wiele właściwości lub orzeczników (np. że coś jest kwadratowe, zielone lub ciężkie). A czy istnienie może być takim orzecznikiem? Jeżeli coś sobie wyobrażamy, a następnie wyobrażamy to sobie jako istniejące, to czy nasza idea tej rzeczy jest w jakiś sposób odmienna? W swym sławnym dowodzie Kant wykazał, że idea 100 talarów oraz rzeczywiste 100 talarów zawierają te same cechy monetarne. Idea, o której myślę, jest czymś, co może być rozbite na 100 banknotów jednofuntowych, monety itd. Jej wartość ekonomiczna jest taka sama, niezależnie od tego, czy tylko o niej myślę, czy też mam pieniądze w kieszeni. Nie zmienia się danego pojęcia przez to, że się o nim tylko myśli, albo myśli o jego przedmiocie jako o istniejącym. Jeśli chodzi o argument na istnienie Boga, siła pojęcia albo idei Boga jako istoty doskonałej nie zwiększa się przez myślenie o nim jako o istniejącym, zamiast tylko jako o pomyślanym. Dlatego nie da się zbudować mostu od idei istoty doskonałej do rzeczywistego istnienia takiej istoty. Za pomocą argumentu ontologicznego dowodzimy czegoś trywialnego, albo zupełnie niczego nie dowodzimy. Albo okazuje się, że możemy zdefiniować termin “Bóg" w taki sposób, iż teza “Bóg z pewnością istnieje" może zostać wywiedziona z tej definicji (która wskazuje na interesujący, choć metafizycznie mało ekscytujący fakt możliwości skonstruowania takiej definicji, lecz nic nie mówi na temat tego, jakie obiekty mogą lub nie mogą istnieć we wszechświecie), albo nie zostaje wykazane nic, ponieważ idea bytu, od którego nic wspanialszego nie da się pomyśleć, pozostanie taka sama niezależnie od tego, czy będziemy myśleć o nim jako o czymś istniejącym wyłącznie w naszym umyśle, czy też jako o rzeczywistym, niezależnym od nas przedmiocie.
Wnioski
Choć wielu myślicieli uważa, że istnienie Boga da się ustalić za pomocą racjonalnych lub naturalnych argumentów, liczni filozofowie utrzymują, iż takich trafnych, racjonalnych dowodów,
284
Filozofia religii
na które można by się powołać celem wykazania istnienia Boga, po prostu nie ma. Niektórzy spośród tej drugiej grupy uważają, że dostarczenie właściwego dowodu jest niemożliwe, ponieważ przedmiot będący obiektem sporu najzwyczajniej nie istnieje. Inni z kolei przekonują, że trudności, na jakie narażone są wszelkie dowody, wynikają z samej natury obiektu, która najpewniej przekracza nasze możliwości intelektualne. Myśliciele ci twierdzili, że problemy uwikłane w znajdowanie racjonalnych lub naturalnych dowodów ustalających istnienie Boga mogą oznaczać konieczność poszukiwania całkiem innego typu dowodów, odrzucających środki rozumowe.
Ateizm
Jeżeli brakuje niezawodnych dowodów na istnienie Boga, wówczas wydaje się, iż można z tego faktu wyciągnąć trzy całkowicie odmienne wnioski. Pierwszym z nich jest po prostu otwarte zaprzeczenie, jakoby istniała jakakolwiek boska istota.
Ten ateistyczny wniosek nie stanowi, oczywiście, logicznej konsekwencji wynikającej z niesatysfakcjonującej natury dowodów. Fakt, że nie można w trafny sposób dowieść, że coś istnieje, nie wskazuje ani na to, że to coś istotnie istnieje, ani też, że nie istnieje. W rzeczy samej, większość krytyk, jakie wysunięto przeciwko argumentom, rzekomo udowadniającym istnienie Boga, zachowuje swoją siłę, jeśli je wysunąć przeciwko podobnym argumentom udowadniającym nieistnienie Boga. Dlatego właśnie ateista stwierdza zbyt wiele, wyciągając z krytyki argumentów na istnienie Boga wniosek, iż stanowią dowód na Jego nieistnienie.
Agnostycyzm
Wniosek, który jest być może znacznie bardziej zgodny z istniejącymi przesłankami, wysunąć może agnostyk, który utrzymuje, iż brak jest dostatecznych, racjonalnych dowodów, które
Wnioski 285
by ustalały istnienie lub nieistnienie najwyższej istoty. Mówiąc to, deklaruje, że po prostu nie wie (takie jest dosłowne znaczenie słowa “agnostyk"), i że powstrzymuje się z wygłoszeniem opinii do czasu, kiedy znajdą się rozstrzygające racje na poparcie stanowiska jednej lub drugiej strony.
Fideizm
Oprócz tych antyreligijnych lub niereligijnych poglądów istnieje także stanowisko religijne, tłumaczące nieadekwatność dowodów na istnienie Boga. Nazywa się ono fideizmem i streszcza się w przekonaniu, że nasza wiedza religijna nie jest i nie powinna być oparta na przesłankach racjonalnych ani naturalnych, lecz wyłącznie na wierze. Fideiści twierdzili zazwyczaj, że wiedza religijna wykracza poza granice ludzkich racjonalnych władz umysłowych i przekracza jego możliwości zrozumienia. Dlatego człowiek pragnący uzyskać wiedzę religijną powinien najpierw uznać daremność osiągania jej za pomocą metod rozumowych, a dopiero potem szukać wiedzy o Bogu dzięki samej wierze.
Fideizm stanowi połączenie całkowitego sceptycyzmu względem możliwości, jakie wynikają z ludzkiej wiedzy (w zakresie wiedzy religijnej przynajmniej), z postulatem osiągania wiedzy przez wiarę nie podpartą racjonalnymi przesłankami. Co więcej, fideiści przedstawiali próby pojmowania Boga za pomocą rozumu i wrażeń zmysłowych jako bezbożny i niebezpieczny przykład ludzkiej próżności usiłującej oceniać boski świat na podstawie tak nędznych kryteriów, jakimi jest wyobraźnia, zrozumienie i doświadczenie. Zgodnie z zarzutem wysuwanym przez fideistów herezje wynikają z ludzkiej arogancji i brawury, z upierania się, by czynić własne, osobiste pojmowanie świata miernikiem wszelkiej prawdy. Celem uniknięcia tego niebezpieczeństwa powinno się uznać, jak stwierdził Hume (prawdopodobnie z ironią, jako że bardziej był agnostykiem niźli fideistą), iż “autor, który staje się filozoficznym sceptykiem, czyni pierwszy krok w stronę stania się prawdziwym, wierzącym chrześcijaninem".
286 Filozofia religii
W ramach nieomal wszystkich tradycji religijnych dominujących na obszarze zachodniego świata powstawały teorie fideistyczne, zazwyczaj tworzone przez myślicieli religijnych bądź mistycznych, którzy wszelkie próby rozumowego pojmowania wiedzy religijnej uznawali za najbardziej rjiebez-pieczny trend. Z drugiej jednak strony niektórzy z najwymowniejszych rzeczników podejścia fideistycznego byli najwyraźniej ludźmi niewierzącymi, którzy zakładali, że owo podejście stanowi najłatwiejszy bądź najbezpieczniejszy sposób na wyrażenie posiadanych wątpliwości. Teza odrzucająca racjonalne przesłanki wiedzy religijnej występuje u myślicieli religijnych, jak Pascal i Kierkegaard, ale także daje się odnaleźć pośród myślicieli antyreligijnych, jak Hume czy Voltaire. Zarówno filozofowie z obszaru religii, jak i spoza niego, dowodząc irracjonalności religijnych przekonań, używają bardzo podobnych argumentów.
Wszystko to wydaje się oznaczać, iż fideizm, z samej swej natury, oparty jest na sceptycznej teorii wiedzy, która prowadzi albo do wniosku religijnego, albo do agnostycznego, przy czym obydwa są spójne z zastosowanymi w niej argumentami filozoficznymi. Jeżeli jest się przekonanym, że nie posiadamy i nie możemy posiadać żadnych racjonalnych przesłanek co do istnienia natury Boga, to cóż z tego wynika? Fideiści twierdzą że ponieważ brak przesłanek, powinno się wierzyć mocą samej wiary. Niemniej jednak równie dobrze można dojść do wniosku, że z powodu ich braku, powinno się powstrzymywać od głoszenia jakichkolwiek poglądów, a więc nie dochodzić do żadnego wniosku. Argumenty te nie wskazują ani na poprawność wniosku fideistycznego, ani agnostycznego. Przytaczane argumenty mogą być spójne z obiema koncepcjami.
Pascal
Być może powyższa kwestia da się lepiej wyj aśnić na podstawie wyjątku z dzieła wielkiego francuskiego uczonego i myśliciela religijnego XVII wieku, Blaise'a Pascala. Zdobywszy sławę
Wnioski 287
luminarza nauki, Pascal nagle wycofał się z życia publicznego, zamykając się w Port Royal — twierdzy jansenistów, nadzwyczaj pobożnego ugrupowania religijnego. W swym nie ukończonym dziele Les Pensees, zawarł rozumowanie, które przywiodło go do religii. Książka w tym wymiarze, w jakim ją znamy, stanowi serię komentarzy na różne tematy związane z ludźmi, ich sposobami myślenia i przeznaczeniem. W jednej z najdłuższych uwag Pascal omawia zależność istniejącą między sceptycyzmem a wiarą religijną. Brzmi ona jak następuje:
Główne przewagi pirrończyków [...] są: iż nie mamy żadnej pewności owych zasad, poza wiarą i objawieniem, chyba w [tym], że czujemy je z natury w sobie. Otóż to naturalne poczucie nie jest przekonywającym dowodem ich prawdy. Skoro nie mamy poza wiarą pewności tego, czy człowiek jest tworem dobrego Boga, złego ducha lub przypadku, pozostaje wątpliwe, czy te wszczepione w nas zasady są prawdziwe, fałszywe lub niepewne. Tym więcej, iż poza wiarą nikt nie ma pewności, czy czuwa, czy śpi, ile że w czasie snu wierzymy silnie, że czuwamy... [w taki właśnie sposób pir-rończycy czyli sceptycy wykazali, że wszystko, co wiemy jest niepewne. Z drugiej strony jednak, zostaliśmy tak ukształtowani przez naturę, że wierzymy w najrozmaitsze rzeczy. Jesteśmy rozdarci między intelektualnym sceptycyzmem, który uznaje wszystko za wątpliwe, a naturalnym dogmatyz-mem, który skłania nas ku wierze w rozmaite rzeczy... — R.H.P.]
Co pocznie tedy człowiek w tym stanie? Czy będzie wątpił o wszystkim? Czy będzie wątpił, że czuwa, że ktoś go szczypie, że go coś parzy? Czy będzie wątpił, że wątpi? Czy będzie wątpił, że jest? Niepodobna iść tak daleko; to fakt, że nie było jeszcze pirrończyka w całej doskonałości. Natura podtrzymuje bezsilny rozum i nie pozwala mu szaleć aż tak dalece.
Czy powie zatem przeciwnie, iż posiada z pewnością prawdę, on, który jeśli go przyprzeć bodaj trochę, nie może podać żadnych racyj i musi dać za wygraną?
288 Filozofia religii
Cóż za monstrum jest tedy człowiek? Cóż za osobliwość, co za potwór, co za chaos, co za zbieg sprzeczności, co za dziw! Sędzia wszechrzeczy — bezrozumny robak ziemny; piastun prawdy — zlew niepewności i błędu; chluba i zakała wszechświata.
Kto rozpłacze ten zamęt? Natura gnębi pirrończyków, a rozum gnębi dogmatyków. Cóż tedy poczniecie wy, o ludzie, którzy przyrodzonym rozumem dochodzicie waszej prawdziwej istoty? [...]
Poznaj tedy, pyszałku, jakim bezsensem jesteś dla samego siebie. Ukorz się, bezsilny rozumie; umilknij, głupia naturo; dowiedz się, że człowiek nieskończenie przerasta człowieka i usłysz od swego Pana o swym prawdziwym stanie, którego nie znasz. Słuchaj Boga.
Ten znakomity wyjątek z Pascala uwydatnia naszą całkowitą niepewność i całkowitą niezdolność zrozumienia czegokolwiek. Jednakże, jak podkreślał Pascal, nie potrafimy oprzeć się na sceptycyzmie ani agnostycyzmie, zmuszono nas bowiem do wiary. Ponieważ nie umiemy rozsądzić naszych przekonań racjonalnie, ciąży na nas przymus odwrócenia się od bezskutecznego poszukiwania wiedzy za pomocą racjonalnych przesłanek, ku wiedzy opartej na samej wierze. Sceptyka albo agnostyka łączy z Pascalem odrzucenie wszelkiej wiedzy rzekomej, opartej na naturalnych czy racjonalnych zasadach, lecz ci pierwsi nie czynią tego następnego, zaproponowanego przez niego kroku, a mianowicie czystej wiary. Sceptyk i agnostyk nie wierzą w nic, lub powstrzymują się od oceny wszelkich kwestii, dla których nie mogą istnieć żadne zadowalające przesłanki. Nie istnieje sposób przekonania się, która droga jest lepsza albo bardziej prawdziwa, fideistyczna czy agnostyczna, ale obydwie wywodzą się z tych samych sceptycznych podstaw. Stwierdzenie Hume'a, w myśl którego sceptycyzm stanowi punkt wyjścia dla prawdziwego chrześcijaństwa, może być uznane za poprawne z fideistycznego punktu widzenia, lecz stanowi równocześnie podstawę antyreligijnego i agnostyczne-go światopoglądu Hume'a oraz Voltaire'a.
Wnioski 289
Objawienie
Innym wnioskiem, często wysnuwanym z krytyki argumentów na rzecz istnienia Boga i czasami włączanym w ramy teorii fideistycznej, jest przekonanie, zgodnie z którym wiedza religijna nie może być oparta na naturalnych przesłankach, lecz wyłącznie na wiadomości objawionej. Z takiego stwierdzenia wynika, iż filozofowie, którzy zastanawiają się nad merytorycznymi wartościami argumentów racjonalnych, nie ogarniają istoty sprawy. Inne źródło poznania stanowi podstawę naszej wiedzy religijnej, a jeśli się zaakceptuje wypływające zeń informacje, wówczas znika zainteresowanie kwestią, czy dany argument, rozwinięty przez jakiegoś filozofa albo teologa jest akurat słuszny.
Rzecznicy tego poglądu zazwyczaj podkreślają, że wiedza religijna innego jest rodzaju niż wiedza naturalna, a filozofom religii owo rozróżnienie jakże często zaciera się. Z tego powodu zajmują się jedynie religią naturalną, która rzeczywiście być może jest równie niezadowalająca, jak uważali Hume i Kant. Istnieje jednak inna sfera religijna, obszar religii objawionej, na który sądy krytyczne, wysuwane przeciwko religii naturalnej, nie mają wpływu.
Objawienia dostąpić można poprzez lekturę niektórych dokumentów, uważanych za wyraz słowa Bożego, lub poprzez specyficzne doświadczenia, które się poczytuje za akty kontaktu lub komunikowania się z boskim bytem. Filozofowie religii mogą podnosić rozmaite kwestie, a to odnośnie do powodów, dla których przyjmuje się, iż pewna wiedza jest objawiona, a to do metody odróżniania osobistych doświadczeń osądzanych jako iluzoryczne od tych, o których się mniema, iż są prawdziwe. Wyznawca religii objawionej będzie jednak replikował, iż jest równie pewny objawionego charakteru tej wiedzy jak i jej samej. Nawet jeśli nie potrafi dowieść przy wykorzystaniu racjonalnych metod, że pewne treści stanowią najprawdziwsze objawienie (co było problemem w przypadku religii naturalnej), to ma dostęp do pewnej wiedzy i pewnych zapewnień, które w jego przypadku ostatecznie rozwiązują wszelkie wątpliwości.
290 Filozofia religii
W ostatnim stuleciu pojawił się inny pogląd na charakter wiedzy religijnej, ugruntowujący ją w potrzebach człowieka oraz w szczególnym charakterze ludzkiego doświadczenia religijnego. Amerykański filozof i psycholog, William James (którego dzieło zostanie omówione dokładniej w rozdziale siódmym), zbadał, na podstawie relacji osób wierzących, odmiany religijnego doświadczenia. James starał się wykazać, że doświadczenie to nie daje się zredukować do odmian seksualnych lub anormalnych przeżyć psychologicznych, lecz stanowią specyficzny rodzaj ludzkiego doświadczania rzeczywistości. W eseju Wola wiary James dowodził, iż niektórzy ludzie pragną wierzyć niezależnie od tego, czy znajdują po temu adekwatne przesłanki. Wiara dla takich ludzi może być przełomem w życiu i dlatego nie należy jej podważać tylko dlatego, że ci wierzący nie potrafią udowodnić ani skonkretyzować tego, w co wierzą. Podobnie jak James, również Pascal i Kierkegaard podkreślali, że wiara jest czymś różnym od wiedzy. Wierzy się pomimo wiedzy, jeśli jest to dostatecznie ważne.
Niemiecki filozof pochodzenia żydowskiego, Martin Buber, w swoich dziełach opisywał specyficzny charakter doświadczenia religijnego. Opowieści chasydów przedstawiają wierzenia szczególnej wspólnoty religijnej, mianowicie chasydów z Europy Środkowej. Czytelnicy z całego świata, którzy nigdy nie słyszeli o tej sekcie, podczas lektury byli zaszokowani, że doświadczanie Boga może być wyrażane przez taniec. Zupełnie nieistotny jest dla bohaterów opowieści Bubera brak dowodów ich wiary. Wszak wystarczy, że są w niej pogrążeni. W późniejszym dziele Ja i ty filozof starał się pokazać, w jaki sposób doświadczenie żywych, wrażliwych i duchowych właściwości ludzkiego świata podlega ekspresji w ramach naszego życia. Jak się okazuje, pewne byty napotykane w świecie pozostają względem nas w specyficznych relacjach określonych przez strukturę, ja—ty". Byty te nie są rzeczami, lecz mają charakter osób. A ponadto, poza nimi posiadamy jeszcze świadomość wiecznie trwałego “ty", które odpowiada rozmaitym charakterystykom, jakie stanowiły przedmiot poszukiwań wszelkich tradycji religijnych i teologicznych.
Problem natury Boga 291
Stosunkowo niedawno rumuński uczony, Mircea Eliade, w swoich pracach wykazywał istotnie religijny charakter człowieczego bytu, jego tęsknotę za realnością transcendentną i sakralną, trwale obecną, jako opozycję w świeckim wymiarze ludzkiego doświadczenia. Eliade wytrwale badał historie religii, od pierwotnych do najbardziej wyrafinowanych, pokazując w jaki sposób świętość i transcendencja manifestują się w rozmaitych kulturach i tradycjach religijnych.
Ani James, ani Buber, ani Eliade nie rozwiązują filozoficznych problemów dotyczących racji przemawiających za istnieniem czy określonym rodzajem natury Boga. Zamiast tego uwydatniają rolę, jaką odgrywa wiara i religijne doświadczenia w ludzkim życiu i opisują szczególne i ważne ich funkcje w rozmaitości człowieczych losów. Ich odkrycia i twierdzenia są spójne z szerokim spektrum religijnych i niereligijnych teologii, nawet z przekonaniem Nietzschego, że Bóg, rozumiany jako byt nadprzyrodzony, umarł, czy ze światopoglądami deistycznym oraz teistycznym, które omówimy poniżej. Ostateczny rezultat tych badań można streścić w tezie głoszącej, że wierzenia religijne mogą być wynikiem istnienia określonych ludzkich potrzeb, jednakże potrzeby te ani nie tłumaczą, ani ich całkowicie nie usprawiedliwiają.
Problem natury Boga
I nną kwestią, rozważaną przez filozofów religii, jest problem natury Boga. Ogólnie mówiąc, stanowi on temat metafizyczny, w ramach którego dokonuje się próby opracowania teorii boskości, spójnej z posiadanymi przez nas generalnymi wiadomościami pochodzącymi z rozmaitych tradycji religijnych, albo z naszą wiedzą naukową, dotyczącą procesów zachodzących w świecie, wreszcie z racjonalnym zrozumieniem natury rozmaitych aspektów naszego doświadczenia. Teorii istoty Boga istnieje wiele, począwszy od najróżniejszych form naukowego ateizmu, utrzymujących, że Bóg jest tworem ludzkiej
292
Filozofia religii
wyobraźni, wymyślonym z różnych psychologicznych, socjologicznych, ekonomicznych i innych powodów, a skończywszy na niezwykle subtelnych koncepcjach metafizycznych, usiłujących wyjaśnić właściwości boskiej woli, boskiej inteligencji i temu podobne kwestie.
Ateizm
Ateizm jest teorią stanowiącą, iż albo Boga nie ma, a nawet jeśli jest, to w żaden sposób nie może wpłynąć na ludzką egzystencję. Celem wsparcia tego twierdzenia formułuje się argumenty wyprowadzane z naszej wiedzy o świecie fizycznym i ludzkim zachowaniu, z rozmaitych metafizyk materialistycz-nych lub naturalistycznych, a także z niepokonywalnych trudności teoretycznych, na jakie natrafiają ci, którzy głoszą istnienie Boga.
W czasach współczesnych rosnące zrozumienie mechanizmów rządzących światem przyrody i człowieka kazało wielu myślicielom twierdzić, iż wszystkie problemy dają się rozwiązywać za pomocą pojęć opisujących przedmioty przyrodzonego raczej niźli nadprzyrodzonego świata, a te drugie w całości dają się wyjaśnić na podstawie pierwszych. Pogląd ten znajduje, być może, najwłaściwsze podsumowanie w stanowisku matematyka Laplace'a. Kiedy opowiadał Napoleonowi o tym, jak tworzył swoją teorię astronomicznego wszechświata, zapytano go, gdzie w jego schemacie jest miejsce dla Boga. Odparł na to “Ta hipoteza nie była mi konieczna". Zgodnie z przekonaniem ateistów kwestie, które uprzednio rozwiązywano za pomocą pojęcia Boga, można teraz rozwiązać dzięki wiedzy naukowej.
Ponadto, jak głoszą ateiści, posiadamy teraz informacje wyjaśniające, dlaczego ludzie wierzą, informacje, które nawet jeśli nie dowodzą bezpośrednio, to przynajmniej skłaniają do mniemania, że rola, którą w historii człowieka odegrała wiara, nie ma nic wspólnego z rzeczywistym istnieniem Boga. Zgodnie z twierdzeniami teorii psychologicznych, rozwiniętych przez Nietzschego, Freuda i innych myślicieli, wierzenia religijne
Problem natury Boga 293
rodzą się z potrzeby zaspokojenia pewnych ludzkich potrzeb, na przykład pragnienia poczucia bezpieczeństwa w tym jakże przepastnym kosmosie. Thomas Paine, Karol Marks i inni filozofowie zwracali uwagę na znaczenie, jakie mają wierzenia religijne w umacnianiu niektórych instytucji i utrzymywaniu przez rządzące klasy władzy społecznej i politycznej. Niektórzy psychologowie, jak Leuba i Freud, starali się znaleźć związek pomiędzy problemami seksualnymi a przekonaniami religijnymi. Posługując się takimi metodami rozumowania, ateiści twierdzą, że Bóg nie istnieje jako byt rzeczywisty, lecz jest jedynie tworem ludzkiego umysłu wymyślonym po to, by zaspokajał określone potrzeby.
Filozoficzna podstawa ateizmu
Filozoficznej podstawy ateizmu szukać można w każdej teorii metafizycznej, która pozwala odpowiednio, racjonalnie zrozumieć to, co wiemy o świecie, dzięki systemowi nie zawierającemu pojęć opisujących przedmioty nadprzyrodzone. Szczególną rolę w racjonalnym uzasadnieniu ateizmu odgrywa materialistyczna albo naturalistyczna metafizyka, która ujmuje naszą wiedzę i doświadczenie w kategoriach wszechświata nie zawierającego nic prócz obiektów materialnych bądź naturalnych. Skoro da się ująć poprawnie wszystko, nie korzystając przy tym z pojęcia boskiego bytu, to po cóż, pytają ateiści, mielibyśmy potrzebować takiego bytu, dlaczego mielibyśmy weń wierzyć?
Niektórzy filozofowie starając się uzasadnić ateizm, wskazywali, że żadna spójna bądź trafna teoria natury Boga nie wyjaśnia, w jaki sposób jakiś boski byt miałby posiadać właściwości zazwyczaj przypisywane bóstwu i jednocześnie mieć cokolwiek wspólnego z ludzkim światem. Począwszy od Epikura, w czasach starożytnych, a skończywszy na takich myślicielach współczesnych jak Bertrand Russell, filozofowie dowodzili, iż pojęcia wszechwładnego Boga, sprawiedliwego Boga, który rządzi niesprawiedliwym wszechświatem, wiecznego, nie zmieniającego się bóstwa, które działa oraz tworzy wszechświat, i tym podobne, zawierają same paradoksy i sprzeczności.
294
Filozofia religii
Panteizm
Inną teorią natury Boga, którą jej przeciwnicy uważali jedynie za odmianę ateizmu, jest panteizm. Pogląd ten głosi, że Bóg nie jest odrębnym bytem, lecz stanowi cały porządek natury lub też jest aspektem całkowitego porządku natury. Albo wszechświat jako całość jest Bogiem, albo jest Nim ta moc lub siła, którą przesiąknięty jest cały kosmos. Bóg jest wszędzie i wszystkim, ewentualnie we wszystkim przebywa.
Spinoza
Najbardziej znaną wykładnią panteizmu jest system metafizyczny Spinozy. Jak to pokazaliśmy w poprzednim rozdziale, starał się on udowodnić, że Bóg i natura są jedną i tą samą substancją, że wszystko, co istnieje lub dzieje się w świecie, stanowi aspekt, modyfikację lub atrybut Boga, a nadto wszystko da się wyjaśnić lub ogarnąć przez wykazanie, w jaki sposób wywodzi się od Boga, czyli natury. W wielkim systemie metafizycznym Spinozy każde zdarzenie fizyczne lub psychiczne jest interpretowane jako aspekt jednego z dwóch znanych atrybutów Boga, tj. myśli lub rozciągłości.
W myśl poglądów Spinozy Bóg nie ma żadnych cech osobowych, ponieważ nie jest bytem niezależnym ani odrębnym od wszechświata. Poglądy, które przypisują boskiemu bytowi właściwości analogiczne do cech bytów ludzkich odrzucone winny być jako zwyczajne antropomorfizmy, nie zakotwiczone w prawdziwej naturze rzeczy. Właściwym stanowiskiem względem uniwersalnej boskiej natury jest to, co Spinoza nazywał “intelektualną miłością Boga", a więc uznanie boskiego charakteru wszystkiego w efekcie zrozumienia natury rzeczywistości. Dzięki pojmowaniu struktury wszechświata środkami bogatego systemu naukowego, który wyjaśnia rozmaite, specyficzne wydarzenia zachodzące w kosmosie, człowiek wyraża intelektualną miłość Boga i uznaje panteistyczny charakter świata.
Problem natury Boga 295
Deizm
Zgodnie z deistyczną teorią natury Boga istnieje boski byt albo moc oddzielona od świata fizycznego, który sama stworzyła lub któremu dała początek, lecz nie wywierająca ani bezpośredniego wpływu, ani nacisku na zdarzenia dziejące się we wszechświecie takim, jakim jest obecnie. Wraz z rozwojem współczesnych teorii astronomicznych i fizycznych wielu myślicieli dostrzegło, iż owe naukowe poglądy pozwalają na stworzenie obrazu wszechświata jako samoistnego mechanizmu przypominającego zegar, którego każdy kolejny stan da się w całości wyjaśnić w kategoriach stanu poprzedniego, jaki charakteryzował ów mechanizm. Na tej podstawie rozwinięto koncepcję natury Boga, zwaną deizmem i opisującą związki Boga z mechanicznym kosmosem. Bóg jest tu rozumiany jako “doskonały zegarmistrz", który stworzył albo wyregulował maszynę zgodnie z najlepszymi racjonalnymi zasadami, a potem, po jej uruchomieniu, przestał odgrywać jakąkolwiek rolę w sprawach świata natury.
Teoria deistyczną nie uznaje związków między człowiekiem a Bogiem, w istnienie których wierzy większość tradycji religijnych. Ponieważ Bóg nie bierze czynnego udziału w sprawach tego świata, nie ma sensu wznosić do niego modłów ani błagań. W rzeczy samej, jeżeli, jak to czynili niektórzy deiści, przyjmie się założenie absolutnej mądrości Boga, to świat nasz musi być najlepszym ze wszystkich możliwych światów, a modlitwy na rzecz wywołania w nim jakichkolwiek zmian stanowią w rzeczywistości formę niebezpiecznego bluźnierstwa przeciwko doskonale wyświęconemu i uporządkowanemu systemowi wszechświata.
Teizm
Teorią natury Boga, która najlepiej odpowiada większości tradycji religijnych zachodniego świata, jest koncepcja zwana teizmem. Jest to pogląd, zgodnie z którym istnieje taki Bóg lub
296 Filozofia religii
tacy bogowie, którzy pozostają w szczególnego rodzaju bezpośrednim lub osobistym związku z istotami ludzkimi. Teistyczna koncepcja boskości może być albo politeistyczna, to znaczy, zakładać istnienie wielu bogów, np. teizm mitologii greckiej; albo monoteistyczna, czyli ograniczać liczebność boskiego towarzystwa do jednostki, jak to jest w tradycji judeo-chrześci-jańsko-islamskiej. Zarówno politeistyczna, jak i monoteistyczna koncepcja Boga zawierają pewne kolejne pomysły dotyczące natury Boga, które wymagają wyjaśnienia.
Natura Boga
Jedną z takich kwestii jest pytanie o to, czy Bóg albo bogowie są skończeni czy też nieskończeni w mocy, wiedzy oraz innych atrybutach. W starożytnym politeizmie greckim moc bogów lub bogiń była ograniczona do tego, co każde z nich mogło osiągnąć. W koncepcji Boga należącej do tradycji judeo-chrześ-cijańsko-islamskiej bóstwo zazwyczaj przedstawiano jako wszechwładne i nieograniczone w zakresie swoich kompetencji. Jednakże nawet w tej tradycji zrodziły się koncepcje, w myśl których jedynym sposobem na pogodzenie boskiej natury ze złem świata jest ukazanie Boga jako istoty, której brak całkowitej i absolutnej władzy czy też wiedzy.
Problem etyczny
Inną kwestią, będącą przyczyną licznych sporów wśród teis-tów, jest związek między boską naturą a innymi wyznacznikami boskości takimi, jak na przykład sprawiedliwość albo moralność. Problem ten, dawno temu sformułowany przez Platona, zawiera się w pytaniu, czy coś jest słuszne, ponieważ tego chcą bogowie, czy też chcą tego, dlatego że jest to słuszne? Chodzi o to, czy normy wartości są arbitralnie ustanawiane przez Boga lub bogów, czy też istnieją jakieś uniwersalne normy wartości akceptowane i przestrzegane nawet przez bós-
Problem natury Boga 297
twa. W myśl niektórych teorii teistycznych natura Boga jest współwieczna z pewnymi prawdami takimi, jak ostateczne normy wartości i prawdziwości, które Bóg akceptuje, i którymi się posługuje w swoich relacjach ze światem. Z drugiej zaś strony istnieją takie teorie, zwane czasami woluntarystycznymi, które dowodzą, iż władza bóstwa jest całkowicie nieograniczona i że to właśnie w ramach tej boskiej władzy Bóg czyni różne dzieła dobrymi lub prawdziwymi. Cokolwiek, czego Bóg chce, jest z samego już faktu, że tego chciał Bóg, niepodważalnie słuszne i sprawiedliwe.
Jak widać liczba możliwych teorii teistycznych jest bardzo duża. Koncepcje wielości przymiotów boskiej istoty mogą być osądzane na podstawie ich spójności i przystawania do naszego ogólnego rozumienia świata. Większość teorii teistycznych powstała w związku z możliwością pomieszczenia ich w niektórych tradycjach religijnych i za punkt wyjścia przyjmuje to, co w mniemaniu tychże wyznań stanowi niepowątpiewalną wiedzę o Bogu oraz jego stosunku do wszechświata. Osiągnięcia filozofów teistycznych mogą być zatem oceniane według tego, na ile pasują do pojęcia Boga, głoszonego przez ich rodzime religie.
Tradycja judeo-chrześcijańsko-islamska ma długą historię (datującą się od Księgi Hioba, listów św. Pawła, filozofii Filona Żyda i innych dzieł) prób rozwinięcia teistycznego punktu widzenia pozostającego w zgodzie z boską naturą, która została objawiona w Piśmie świętym. Myśliciele, którzy dążyli do wypracowania zrozumiałej i racjonalnej koncepcji Boga, zgodnej z resztą naszej wiedzy o świecie, a jednocześnie byli wyznawcami judaizmu albo chrześcijaństwa, usiłowali skonstruować filozoficznie możliwe do przyjęcia formy teizmu. Badano, modyfikowano i łączono koncepcje natury Boga lub bogów pochodzące od Platona, Arystotelesa i neoplatoników tak, by przedstawić racjonalnie zadowalającą wersję teizmu, która byłaby jednocześnie spójna z naturą Boga, jaką pojmowała tradycja judeo-chrześcijańsko-islamska.
Filozofowie i teologowie, wywodzący się z tradycji judaistycznej, chrześcijańskiej oraz islamskiej, starali się, szczególnie
298 Filozofia religii
w średniowieczu, opracować możliwe do przyjęcia, racjonalne wyjaśnienia podstawowych wierzeń ich religii. Niektórzy, jak Awerroes, Majmonides i św. Tomasz z Akwinu, opierali swoje wyjaśnienia na filozofii Arystotelesa i neoplatoników. Kiedy nie mogli pogodzić poglądów Arystotelesa z podstawami swej wiary religijnej, dążyli do wykazania, że część wiedzy o naturze Boga i związkach Boga ze światem, można poznać jedynie dzięki wierze, a nie rozumowi.
Krytyka teizmu
Jednocześnie z próbami konstruowania teologii racjonalnej, zazwyczaj proponowanej w kategoriach teistycznych, rozwijała się równie długa historia cynicznej opozycji przybierającej czasami formę gwałtownych ataków ze strony środowisk mistyków lub fideistów. Wytaczano potężne zarzuty głosząc, że proponowane teorie nie spełniają elementarnych wymogów racjonalnego umysłu. Rozmaici myśliciele religijni starali się wykazać, że tylko dzięki rozumowi nie dowiemy się niczego na temat natury Boga. (Niektórzy najbardziej skrajni mistycy i fideiści bronili teorii zwanej teologią negatywną, utrzymującej, że Boga nie obejmują żadne klasyfikacje czy kategorie, jakie człowiek może wymyślić. Wszelkie stwierdzenia, jakie możemy wygłosić, nie stosują się do Boga, z wyjątkiem uwag negatywnych, które mówią, czym On nie jest. Tak więc nasza jedyna wiedza co do natury Boga wspiera się na zaprzeczeniach mówiących, na przykład, że “Bóg nie jest zwierzęciem").
Teistyczna koncepcja Boga, jako najlepiej odpowiadająca różnym tradycjom religii objawionej, stanowiła naturalnie przedmiot ogromnego zainteresowania filozofów religii. W nieomal każdej sekcie chrześcijańskiej, żydowskiej i islamskiej czyniono próby rozwinięcia teorii teistycznej, spójnej z pojęciem Boga wyznawanego przez każde z tych ugrupowań, teoria ta miała służyć racjonalnemu uzasadnieniu religii własnych.
Problem natury Boga 299
Fundamentalizm
Inni filozofowie, jak na przykład Isaac Newton, głosili pogląd, że zarówno Natura, jak i Pismo, zawierają posłanie przekazane przez Boga człowiekowi, wiadomość, którą należy poznawać za pomocą nauki albo poprzez badanie objawienia Boga przedstawionego w Biblii i /lub Koranie. Newton, w swoim dziele Philosophiae natumlis pńncipia mathematica, przytoczył wersję argumentu z celowości, aby wykazać, czego możemy się dowiedzieć o Bogu dzięki nauce. W Obseryations on the Prophecies of Daniel and St John wielki fizyk starał się natomiast udowodnić, że samego Boga oraz jego zamiary względem ludzkości możemy poznać, czytając Biblię.
W ramach nabierającego rozmachu ruchu badaczy Biblii, biorącego początek od Spinozy, zrodziła się “wyższa krytyka Biblii", kierunek badań owego dzieła, który na podstawie jego historii i rozwoju podawał w wątpliwość, czy posiadany przez nas tekst jest dokumentem oryginalnym i czy rzeczywiście jest on pochodzenia boskiego, czy po prostu został napisany przez ludzi uwikłanych w rozmaitych uwarunkowaniach historycznych. Gdyby prawdą było to drugie, wówczas Biblia nie dostarczałaby informacji na temat Boga, lecz opisywała umys-łowość człowieka wczesnej fazy ludzkiej historii. Stanowiłoby to, twierdzili “wyżsi krytycy", wyjaśnienie wielu niezgodności, jakich dopatrzono się w tekście oraz twierdzeń sprzecznych z uznanymi odkryciami naukowymi.
Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku powstał pogląd, obecnie nazywany fundamentalizmem, podkreślający, że Biblia jest słowem Bożym, że jest nieomylna we wszystkich sprawach, a jej znaczenie da się wykryć poprzez literalne odczytanie tekstu. Pogląd ten opiera się na założeniu, że wiemy, iż Bóg istnieje, nie zmienia się i przekazuje swoją wolę ludzkości, wpisaną w tekst, który zachował dla nas mimo wszystkich zmiennych kolei historii.
Fundamentalizm odgrywał szczególnie istotną rolę w Stanach Zjednoczonych, gdzie stanowił opozycję wobec darwiniz-mu, jako ogólnej teorii wyjaśniającej naturę człowieka oraz jego przeznaczenie. Na początku wieku XX traktowany był
300 Filozofia religii
jako przejaw antyintelektualnej metody wyrażania sprzeciwu wobec nowej wiedzy naukowej. Po drugiej wojnie światowej zaczął się coraz mocniej utrwalać w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie. Jego wyznawcy uznają rozwój wydarzeń we współczesnym świecie (powrót Żydów do Palestyny, odbudowa Jerozolimy, zimna wojna, powstanie republik islamskich) za dowód, iż proroctwa zawarte w świętych księgach się spełniają, a naszą wiedzę o Bogu oraz o jego zamiarach winniśmy nabywać poprzez dosłowną interpretację świętych pism.
Niektórzy fundamentaliści stosują ten swoisty sposób poznawania Boga metodami jak najbardziej naukowymi. Uczą się starożytnych języków, studiują archeologię i historię biblijną celem wychwycenia dosłownego znaczenia tekstów i przewidzenia przyszłego biegu wydarzeń zapisanego w proroctwach. Ich przeciwnicy pozostają sceptyczni z uwagi na brak zgody wśród fundamentalistów co do tego, co stanowi dosłowne znaczenie danego tekstu, a także przez wzgląd na te przewidywania poczynione przez fundamentalistycznych czytelników, które się nie spełniły. Wysuwają sugestie, że albo myli się księga, albo jej dosłowny interpretator. W obydwu przypadkach zadanie poznania Boga i jego przesłania wymaga innych środków.
Konkluzja
Z powodu wielowiekowego zainteresowania ludzkości problemami natury religijnej to ludzkie doświadczenie stało się tematem analizy filozoficznej. Filozof — w trakcie badania problemów wiedzy religijnej i metafizycznych teorii dotyczących natury Boga — nie jest zainteresowany budowaniem argumentów za czy przeciw jakiemukolwiek poszczególnemu wierzeniu czy teorii. Dąży raczej do jego przeanalizowania, do postawienia pytań, które ułatwią racjonalne zrozumienie.
Jakkolwiek wiele rozważań filozoficznych dotyczących kwestii religijnych nosiło charakter apologetyczny, innymi słowy, dążyło do przedstawienia rozmaitych wierzeń religijnych w for-
Zalecana literatura 301
mie dającej się uznać intelektualnie, należy się również spodziewać, iż w wyniku starannego, naukowego badania mogą wyniknąć wątpliwości co do możliwości istnienia jakiejkolwiek zrozumiałej teorii. Filozofia religii nie jest jednakowoż powołana do dostarczania dowodów na rzecz ateizmu albo wierzenia religijnego. Podstawowym przedmiotem jej zainteresowania jest badanie wiedzy — twierdzeń wygłaszanych w ramach religii — celem stwierdzenia, czy istnieją normy, które pozwolą je uprawomocnić, oraz ocenić i zinterpretować za pomocą racjonalnego rozumowania. Zawsze jest możliwe, że ostatecznym wnioskiem, do jakiego się dojdzie, będzie konkluzja fideis-tyczna albo sceptyczna — głosząca, że dla wiedzy religijnej nie da się osiągnąć żadnego, dającego się obronić, racjonalnego zrozumienia, ani nie da się podać żadnego zadowalającego racjonalnego jej wyjaśnienia czy interpretacji.
Możemy co najwyżej podążać za próbami zrozumienia szczególnego charakteru religijnego doświadczenia i jego wpływu na ludzkie sprawy, niźli szukać argumentów za lub przeciw różnym stwierdzeniom głoszonym w ramach wiedzy religijnej. Wraz z trwającym rozbudzeniem religijnej działalności na całym świecie możemy czerpać więcej korzyści intelektualnej z badania roli, jaką obecnie odgrywa religia, z prób odpowiedzi na pytanie, dlaczego stała się na powrót żywotną siłą w ludzkim świecie, niż z bezustannego badania ad nauseum argumentów na rzecz istnienia Boga oraz rozmaitych teologicznych zagadek, które zajmowały filozofów przez dwa tysiąclecia.
Zalecana literatura
A utorzy klasyczni
Hume, D., Dialogues Concerning Natural Religion, Hackett, Indianapolis, 1980. (Hume, D.: Dialogi o religii naturalnej, przełożyła Anna Hochfeldowa, PWN, Warszawa 1962.)
Kierkegaard, S., Training in Christianity, Oxford University Press, London, 1941. Przedstawienie fideistycznego punktu
302
Filozofia religii
widzenia w ujęciu jednego z najważniejszych teologów nowożytnych.
Nietzsche, F., W., The Philosophy of Nietzsche. New English Library: London, 1966. Zawiera kilka dzieł Nietzschego, w których znajduje się wykład jego ateizmu.
Pascal, B., Pensees. Penguin Books: London, 1966. Jedno z klasycznych ujęć problemu natury wiedzy religijnej. (Pascal, B.: Myśli, przekł. Tadeusza Żeleńskiego (Boya), Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1989.)
St Anselm, Proslogium. Klasyczne ujęcie argumentu ontologi-cznego. (Anzelm z Canterbury: Monologion, Proslogion, przekł. Tadeusz Włodarczyk, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1992.)
St Thomas Aąuinas, Basic Writings. Wybór pism św.Tomasza z Akwinu, zawierających jego najważniejsze teorie.
Voltaire, Candide. Penguin Books: London, 1968. Znakomita satyra poświęcona problemowi zła. (Wolter: Powiastki filozoficzne, przekł. Tadeusz Żeleński (Boy), PIW, Warszawa 1985.)
Autorzy współcześni
Buber, M., land Thou. Scribners: Boston, 1984. (Buber M.: Ja
i ty, przeł. Jan Doktor, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa
1992.) Copleston, F.C., Aąuinas. Penguin Books: London, 1967.
Znakomite opracowanie krytyczne poglądów św.Tomasza
z Akwinu autorstwa współczesnego tomisty. Eliade, M., From Primitives to Zen. Harper and Row: 1978. Hannay, A., Kierkegaard, Routledge, London, 1982. Hester, M., ed., Faith, Reason, and Scepticism, Essays by
Popkin, Tempie University Press, Philadelphia, 1992. Hick, J., Classical and Contemporary Readings in Philosophy
of Religion. Prentice-Hall: Englewood Cliffs, New Yersey,
1969. James, W., The Varieties of Religiom Experience. Klasyczna
pozycja w dziedzinie psychologii zachowania i postaw reli-
Zalecana literatura
303
g ijnych. (James W.: Doświadczenia religijne, “Książka i Wiedza", Warszawa 1958.)
Penelhum, T., God and Scepticism, Reidel: 1983.
Plantinga, A. and Wolterstoff, N., eds., Faith, Rationality, Reason and Beliefin God, University of Notre Damę Press, South Bend, 1984.
Sandeen, E., The Origins of Fundamentalizm, University of Chicago Press, Chicago, 1970.
T eoria poznania
J edną z najważniejszych dziedzin filozofii jest epistemologia (teoria poznania). Filozofowie usiłowali odkryć sposoby, dzięki którym zdobywamy i rozszerzamy naszą wiedzę, oraz standardy czy też kryteria, dzięki którym możemy ocenić wiarygodność twierdzeń poznawczych.
Jesteśmy zwykle zadowoleni z tego, co wydaje się nam, że wiemy na temat wszechświata, i nie pytamy, jak osiągnęliśmy naszą wiedzę, ani też nie kwestionujemy jej wiarygodności. Niekiedy jesteśmy zaszokowani odkryciem, że to, co uznawaliśmy za pewne, okazało się wątpliwe lub fałszywe. Jeśli zdarza się to dość często, możemy stać się podejrzliwi wobec wszelkich roszczeń do pewności.
Załóżmy dla przykładu, iż ktoś, komu ufaliśmy, powiedział nam, że wszystkie wiadomości w naszej gazecie codziennej są fałszywe. Możemy — w następstwie tego — zacząć nie dowierzać naszemu przyjacielowi, albo nie dowierzać gazecie, albo też nie dowierzać sobie samym. Z pewnością zaczęlibyśmy rozmyślać nad takim rodzajem oczywistości, który byłby nam potrzebny, aby pomóc w odsłonięciu prawdy dotyczącej tej sytuacji. Zaczęlibyśmy, w rzeczy samej, stawiać tego rodzaju pytania, które filozofów doprowadziłyby do rozwinięcia teorii poznania.
Prawdopodobnie najpłodnieszym źródłem materiału dla rozwoju teorii poznania była historia ludzkich poglądów. Nie było tak absurdalnej teorii czy doktryny, która nie znalazłaby żadnych zwolenników w nią wierzących i argumentujących na jej korzyść. Dzieje nauki są wypełnione teoriami, w które całkowicie wierzyli najmądrzejsi ludzie, a które potem zostały całkowicie zdyskredytowane.
Kartezjusz: postawienie problemu 305
Ludzie ustawicznie usiłowali narzucić swe poglądy innym i ukarać tych, którzy je odrzucali. Wczesnogrecki filozof Ana-ksagoras zmuszony był uchodzić z Aten, ponieważ powiedział, iż księżyc jest kamieniem. W XX stuleciu pewnego nauczyciela z Tennessee ukarano za nauczanie Darwinowskiej teorii ewolucji. W ostatnich pięćdziesięciu latach było wielu męczenników, których “zbrodnia" polegała na tym, iż przeciwstawili się “nieomylnej mądrości" przywódców swego społeczeństwa.
Filozofowie są zainteresowani określeniem podstawy wszelkich twierdzeń poznawczych oraz uzyskaniem zgody co do standardów służących do oceny tych twierdzeń. Jeśli tak wiele z tego, co uważano za pewne, okazało się fałszywe lub wątpliwe, to jak w ogóle możemy mieć co do czegoś pewność?
Kartezjusz: postawienie problemu
W ielki francuski filozof i matematyk, Kartezjusz (Renę Des-cartes 1596-1650), postawił zagadnienie w najbardziej dosadnej formie. Descartes żył w gwałtownie zmieniającym się świecie naznaczonym nieustającym konfliktem religijnym między katolikami a hugenotami oraz głęboką kontrowersją między zwolennikami Arystotelesowych poglądów na naturę fizykalnego świata a tymi, którzy popierali nowe teorie Kopernika, Keplera i Galileusza. To właśnie fakt, iż pojawiły się nowe teorie sugerujące, że istnieją metody poszukiwania wiedzy odmienne od tych, którymi posługiwali się Grecy i ich następcy, ośmielił filozofów do rozpoczęcia badania istoty tych metod i ważności wiedzy, do której prowadziły. Kartezjusz, biegły w filozofii Arystotelesa, postawił sobie za zadanie badanie świata dla niego samego. Po przeprowadzeniu rozległych dociekań doszedł do zwątpienia we wszystkie uznane poglądy, które rościły sobie pretensje do prawdziwości jedynie z powodu tego, że były stare i szanowane. Kiedy powrócił do Paryża w 1628 roku przekonał się, że większość niezależnych umysłów mu współczesnych było podobnie rozdartych przez konflikt między starszymi ideami, których już dłużej nie można było
306 Teoria poznania
zaakceptować, a nowymi teoriami. Filozofowie zwątpili w znalezienie pewności i zwrócili się ku sceptycyzmowi — poglądowi, którego istotą jest wątpliwość, czy którekolwiek z naszych poglądów mogą znaleźć swą podstawę w adekwatnym czy też wystarczającym dowodzie. Jednakże Kartezjusz nie poddał się sceptycyzmowi. Miał silne pragnienie pewności, takiej pewności, której nie potrafiłyby nigdy podważyć żadne nowe odkrycia. Opuścił Paryż jako zdesperowany człowiek poszukujący pewności. W swej samotni w Holandii wgłębiał się we wszystko, co wiedział, aby zobaczyć co z tego — jeśli w ogóle cokolwiek — mógłby zaakceptować jako wiedzę, na której można polegać.
Kartezjusz czuł, iż może być pewien tylko tego, co nigdy nie może okazać się fałszywe bądź wątpliwe. Większość z tego, co akceptujemy, nie może sprostać tej próbie — pomimo naszej pewności może ono wciąż być fałszem. Postanowił poddać testowi wiedzę, którą zarówno on sam, jak i każdy inny zwykle uznałby za akceptowalną — wiedzę pochodzącą z naszego zmysłowego doświadczenia. Rezultaty jego testu (jeśli ma rację) są tak druzgocące, że filozofowie poczuli się odtąd zmuszeni do badania zagadnienia ugruntowania wiedzy.
Test Kartezjusza
Przed prześledzeniem kilku ich koncepcji musimy najpierw rozważyć test Kartezjusza. Swe Medytacje o pierwszej filozofii (1640) rozpoczyna następująco:
Przed kilkoma już laty spostrzegłem, jak wiele rzeczy fałszywych uważałem w mojej młodości za prawdziwe i jak wątpliwe jest to wszystko, co później na ich podstawie zbudowałem; doszedłem więc do przekonania, że jeżeli chcę nareszcie coś pewnego i trwałego w naukach ustalić, to trzeba raz w życiu z gruntu wszystko obalić i na nowo rozpocząć od pierwszych podstaw.[...]
Kartezjusz: postawienie problemu 307
Do tego jednak nie trzeba będzie, bym okazał, że wszystkie te poglądy są fałszywe; tego może nigdy nie mógłbym osiągnąć. Lecz ponieważ już sam rozum radzi, by nie mniej ostrożnie powstrzymać się od uznania tych rzeczy, które są niezupełnie pewne i niewątpliwe, jak od oczywiście fałszywych, zatem wystarczy do odrzucenia wszystkich, jeśli w każdej znajdę jakąś rację do wątpienia. A także nie trzeba poszczególnych poglądów po kolei przechodzić — byłaby to praca bez końca — lecz ponieważ po zburzeniu fundamentów wszystko, co na nich jest zbudowane, samo upada, przystąpię od razu do samych zasad, na których opierało się wszystko, w co niegdyś wierzyłem.
To znaczy: Kartezjusz czuje, że nie ma potrzeby sprawdzać każdego poglądu, który uprzednio uważał za słuszny — “nie kończące się przedsięwzięcie" — a zamiast tego rozważyć główne rodzaje twierdzeń. Jeśli będzie jakiś powód do wątpienia, to wówczas cała kategoria powinna być potraktowana jako wątpliwa i niewiarygodna. Pierwszą rozważaną kategorią były twierdzenia pochodzące z doświadczenia zmysłowego.
Otóż wszystko, co dotychczas uważałem za najbardziej prawdziwe, otrzymywałem od zmysłów lub przez zmysły; przekonałem się jednak, że te mnie niekiedy zwodzą, a roztropność nakazuje nie ufać nigdy w zupełności tym, którzy nas chociaż raz zwiedli.
Wiarygodność danych zmysłowych
Kartezjusz zakłada, że każdy zna sytuacje przekłamań swoich zmysłów. Ktoś może z odległości widzieć coś, co widziane z bliska okazuje się czymś całkiem innym, albo też widzieć rzeczy odmiennie w zależności od tego, czy znajdują się w wodzie czy też zostały z niej wyciągnięte, np. podczas wiosłowania wiosło wydaje się zgięte. Kartezjusz uważa, że ponieważ coś takiego się zdarza, nie możemy tak naprawdę być pewni, że nigdy się nie mylimy. Dla kogoś, kto by uważał, iż czasami tak
308 Teoria poznania
się zdarza, jednakże w większości przypadków możemy być pewni, że nasze zmysły nas nie oszukują Kartezjusz wzmacnia swój test:
Jednakowoż — choć nas zmysły niejednokrotnie zwodzą, gdy chodzi o jakieś przedmioty małe i bardziej oddalone, to może jest wiele innych rzeczy, o których wcale nie można wątpić, chociaż też od zmysłów je przyjmujemy, jak np., że teraz tutaj siedzę, że siedzę koło ognia, że jestem odziany w zimową szatę, że dotykam papieru rękoma itp. W jakiż sposób można by zaprzeczyć, że te właśnie ręce i całe ciało moje jest? Musiałbym chyba siebie porównać do nie wiem jak szalonych, których mózg tak jest osłabiony [...], że stale zapewniają, iż są królami, podczas gdy są bardzo biedni, lub że są odziani w purpurę, gdy tymczasem są nadzy, albo że mają głowę z gliny, albo że całe ich ciało jest dzbanem, lub że są wydęci ze szkła. Ale to są właśnie szaleńcy i ja bym się wydawał nie mniej szalonym, gdybym sobie ich wziął za przykład.
Być może; ale Kartezjusz zaczyna burzyć naszą pewność siebie. Czyż możemy być pewni, iż nie ulegamy złudzeniu? Jeśli jego test już nie doprowadził do pewnego zwątpienia, to z pewnością podnosi kolejny, jeszcze bardziej kłopotliwy problem:
Doskonale — tak jak gdybym sam nie był człowiekiem, który ma zwyczaj w nocy spać, i który we śnie doświadcza tego samego, a nawet rzeczy jeszcze mniej prawdopodobnych niż owi szaleńcy na jawie. Jak często w nocy każe mi sen wierzyć w rzeczy zwyczajne, jak np., że jestem tu, że jestem ubrany, że siedzę przy ogniu, a tymczasem leżę w łóżku rozebrany. Lecz przecież teraz całkiem pewnie na jawie patrzę na ten papier, ta głowa, którą poruszam, nie jest we śnie pogrążona. Rękę tę wyciągam przed siebie z rozmysłu i ze świadomością i mam w niej czucie; tak wyraźnie nie przedstawiałoby się to śpiącemu. A jednak przypominam sobie, że podobne rozważania zwiodły mnie
Kartezjusz: postawienie problemu 309
innym razem w snach. Gdy o tym myślę uważniej, widzę tak jasno, że nigdy nie można na podstawie pewnych oznak odróżnić jawy od snu, iż ogarnia mnie zdumienie i to zdumienie właśnie utwierdza mnie w mniemaniu, że śnię.
Tak postawiony problem jest kłopotliwy. Jak możemy być pewni, że wszystko, co widzimy i robimy nie jest częścią jakiegoś snu? Wszystkie sposoby, których używamy do sprawdzenia mogą również być częściami tego snu. Ludziom śni się, że się szczypią, aby sprawdzić, czy śnią. Kartezjusz dochodzi do wniosku, że niezależnie co o tym sądzimy, nie ma gwarancji, iż nasze doświadczenie zmysłowe nie jest częścią snu. A zatem mamy powody do zawieszania ich wiarygodności, tzn. adekwatności informacji, którą zdobyliśmy dzięki naszym zmysłom. Ale nawet jeśli wszystko to jest snem, to czy — może ktoś zapytać — niektóre aspekty tego snu nie są godne zaufania? W związku z powyższym Kartezjusz kontynuuje swój test:
Dobrze więc, przypuśćmy, że śnimy i że nieprawdą są wszystkie te szczegóły, jak to, że otwieramy oczy, poruszamy głową, wyciągamy ręce, że mamy takie ręce i takie ciało. Trzeba jednak z pewnością przyznać, że senne widziadła są jak gdyby jakimiś malowidłami, które mogły zostać utworzone jedynie na podobieństwo rzeczy prawdziwych. Że więc przynajmniej te rzeczy ogólne, jak oczy, głowa, ręce i całe ciało istnieją, jako rzeczy prawdziwe, a nie tylko wyobrażone. Przecież sami malarze, nawet wtedy, gdy usiłują przedstawić syreny i satyrów w najniezwyklejszych postaciach, nie są w stanie dać im pod każdym względem nowych cech, lecz tylko łączą z sobą członki rozmaitych stworzeń. A jeśli nawet wymyślą coś tak dalece nowego, że nic podobnego w ogóle nigdy nie widziano, tak zupełnie zmyślonego i nieprawdziwego, to jednak z pewnością przynajmniej barwy, które się na to składają, muszą być prawdziwe.
W tym miejscu wydaje się, że Kartezjusz jest gotowy do przyznania, że nawet jeśli byłoby możliwe, iż poszczególne
310 Teoria poznania
treści naszego doświadczenia mogłyby być snem, to sam sen musi mieć w czymś oparcie. Wszystkie znajome nam obiekty — my sami, krzesła, stoły, drzewa — mogą być częścią ogromnego złudzenia czy snu, ale fantazja ta wydaje się zarazem na czymś oparta. Ale na czym? Kartezjusz wysuwa zatem myśl, że poszczególne przedmioty, których doświadczamy, o których mówimy, z którymi żyjemy, mogą być częścią pewnego trwałego świata snu. Możemy wytwarzać w naszym śnie obiekty, które go zaludniają. Ale nasze wytwarzanie, jeśli jest ono tym, podlega pewnym wzorcom i ma pewne trwałe właściwości. Słonie są zawsze większe od motyli, a kwadraty nigdy nie mają okrągłych rogów. Kartezjusz wnosi z tych rozważań, że chwilowe elementy naszego doświadczenia mogą być iluzjami i poświęcone im badanie (np. astronomia, botanika, fizyka) również może być iluzją, jeśli jego przedmioty są wymysłem naszej wyobraźni istniejącym tylko w naszym śnie. Tym niemniej, świat naszych snów — jeśli założymy dla celów tej dyskusji, że wszystko, czego doświadczamy jest częścią pewnego świata-snu — ma pewien ład i jest skonstruowany zgodnie z pewnymi geometrycznymi i arytmetycznymi wzorcami. “Bowiem niezależnie od tego, czy jestem na jawie, czy we śnie, dwa dodane do trzech zawsze uczyni pięć, a kwadrat nigdy nie może mieć więcej niż cztery boki, i nie wydaje się możliwe, aby prawdy tak jasne i ewidentne mogłyby być podejrzane o fałszywość czy niepewność".
Kwestia boskości
Aby ktoś nie pomyślał, że test się zakończył i w końcu mamy coś, na czym możemy polegać, Kartezjusz przedstawia ostateczną i jeszcze bardziej niszczycielską przyczynę wątpienia nawet w wiedzę, której jesteśmy najbardziej pewni:
Jednakowoż znajduje się w moim umyśle pewne dawne, silnie wkorzenione mniemanie, że istnieje Bóg, który wszys-
Kaitezjusz: postawienie problemu 311
tko może, i który stworzył mnie takim, jakim jestem. Skąd jednak wiem, że On nie sprawił tak, iż w ogóle nie ma żadnej ziemi ani nieba, ani żadnej rzeczy rozciągłej, żadnego kształtu, żadnej wielkości ani miejsca, a że mimo to, wszystko przedstawia mi się tak, jak teraz, jako istniejące? Skąd wiem, że tak jak o innych niekiedy sądzę, że się mylą w takich sprawach, o których — jak im się wydaje — posiadają doskonalą wiedzę, że tak samo ja sam nie ulegam złudzeniu, gdy dwa do trzech dodaję lub liczę boki kwadratu, albo gdy wykonuję coś jeszcze łatwiejszego, jeśli coś takiego da się pomyśleć? A może Bóg nie chciał, bym był tak oszukiwany? Nazywa się przecież największą dobrocią. Lecz jeśliby się to nie zgadzało z Jego dobrocią, by mnie stworzył takim, iżbym się zawsze mylił, to zdawałoby się, że ta sama dobroć nie pozwala na to, bym się tylko czasem mylił. A tego faktu nie można zaprzeczyć.
Zasugerowawszy najbardziej dręczącą możliwość z wszystkich, tę mianowicie, iż świat jest rządzony przez bóstwo, które zwodzi ludzi, Kartezjusz przygotowuje się do podsumowania swego testu. Jeśli, pomimo wszelkich naszych wysiłków, nie potrafimy uniknąć wprowadzenia w błąd, to jak możemy dowierzać czemukolwiek? Jeśli, gdy dodaję dwa i trzy, zmuszony jestem zrobić błąd, którego nie potrafię odkryć, to jak mogę uniknąć błędnych wnioskowań? Skoro tylko przyjęta zostaje możliwość systematycznego zwodzenia, wszystko wydaje się stracone i nawet nasze najbardziej “godne zaufania" informacje wydają się wątpliwe. Kartezjusz dochodzi tedy do wniosku, iż:
Na takie argumenty nic już doprawdy nie mogę odpowiedzieć, lecz w końcu muszę wyznać, że o wszystkim, co dawniej uważałem za prawdziwe, można wątpić i to nie przez nieostrożność lub lekkomyślność, lecz z powodu poważnych i przemyślanych racji. Jeśli więc chcę znaleźć coś pewnego, to muszę nie mniej ostrożnie powstrzymywać się od uznawania tego wszystkiego jak od oczywistych fałszów.
312 Teoria poznania
Wątpienie
Okazuje się, że próba Kartezjusza zakończyła się katastrofą. Gdy badamy prawdziwość naszych twierdzeń, szukając oczywistości mogącej gwarantować, że niemożliwe jest, iżby te twierdzenia były fałszywe, odkrywamy, iż taka oczywistość nie istnieje. Zamiast tego pojawiają się racje, które sugerują — w sposób bardziej lub mniej wiarygodny — że nasze najbardziej trwałe i ulubione mniemania mogą być fałszem. Złudzenia zmysłowe, a również wytwory naszej imaginacji spowodowane zaburzeniami umysłu lub upojeniem alkoholowym, rzucają nieco wątpienia na wiarygodność naszych informacji zmysłowych. Możemy jedynie “widzieć rzeczy". Możliwość, że całość doświadczenia może być częścią snu prowadzi do szerszego zwątpienia, czy w istocie postrzegamy jakiś świat, który istnieje, albo nawet, czy istnieje jakiś świat poza naszą wyobraźnią. W końcu, możliwość, że jakiś zły duch nas zwodzi, pozbawia nas całkowicie pewności siebie w kwestii fundamentów naszej wiedzy.
Cel Kartezjusza
Celem Kartezjańskiej próby nie jest publiczne głoszenie wymysłów science-fiction, lecz rzucenie światła na pewien kluczowy problem. Jesteśmy gotowi przyjąć bezkrytycznie bardzo wiele rzeczy, które mogą być fałszywe lub niepewne. Pokazując trudności, które towarzyszą ustanawianiu akceptowalnych stwierdzeń, Kartezjusz nie pragnie nawrócić nas na sceptycyzm czy totalne zwątpienie, ani uczynić nas niezdolnymi do zaakceptowania jakiegoś poglądu ze strachu, że mógłby okazać się fałszywy. Zamiast tego podejmuje próbę znalezienia satysfakcjonującej podstawy dla naszej wiedzy, podstawy tak pewnej, “że najbardziej szalone supozycje wysuwane przez sceptyków nie byłyby w stanie jej naruszyć".
Problem
Zbadajmy obecnie teorie, które Kartezjusz i inni filozofowie sformułowali na temat natury naszego poznania, jej ugrun-
Kartezjusz: postawienie problemu 313
towania oraz jej zasięgu. Aby rozjaśnić, czego dotyczą ich wywody, niezbędne jest zrozumienie istoty problemu wiedzy.
Kiedy powiadamy, że coś “wiemy", to z jakim rodzajem twierdzeń mamy zwykle do czynienia?
Użytek popularny
W zwykłej rozmowie używamy czasownika “wiedzieć" bardzo swobodnie. Kiedy mówimy, że coś “wiemy", mamy zwykle na myśli to, że jesteśmy pewni, iż coś jest prawdziwe, jak choćby w przypadku, gdy dwoje ludzi dyskutuje o finale Pucharu Davisa w 1984 roku i jeden z całkowitą pewnością siebie powiada: “Wiem, że wygrały Stany Zjednoczone". Bez pomocy Kartezjusza staje się jasne, że kiedy używamy słowa “wiedzieć", aby wyrazić osobiste przekonanie, nasze stwierdzenie może być bezpodstawne. Znamy wiele przypadków ludzi skrajnie nieustępliwych i zarazem będących w skrajnym błędzie.
Istnieje jednak również mniej pozytywne użycie słowa “wiedzieć", gdy np. ludzie posługują się nim jako synonimem “wierzyć", “wydawać się" itp. Kiedy nieprofesjonaliści twierdzą, że “wiedzą", iż szczepionka na chorobę Heinego-Medina jest skuteczna, to w istocie mają na myśli, że “tak im się wydaje", po usłyszeniu być może opinii kilku autorytetów w tej dziedzinie. Jeśli ktoś pytany o to, czy Smith będzie obecny na party, odpowiada: “Tak, wiemy, że będzie", to może to być jedynie wygodnym sposobem stwierdzenia: “Sądzę, że tak; słyszałem, jak mówił, że zamierza tam być". Ten ktoś nie wyraża całkowitej pewności, lecz jedynie przekonanie. Nie moglibyśmy odeń wymagać gwarancji adekwatności takiego stwierdzenia jedynie na podstawie tego, że słyszał o planach Smitha. Smith mógł przecież zmienić swe zamiary, mogło się też coś wydarzyć, co uniemożliwiło jego przybycie.
Słowo “wiedzieć" może naturalnie być użyte do wyrażenia czegoś, co nie jest niczym więcej jak domysłem, przeczuciem albo nadzieją, lub wreszcie upartym obstawaniem przy swoim. Hazardzista, który “wie", jaki będzie następny numer ruletki, jedynie zgaduje lub działa na podstawie przeczucia. Politycy
314 Teoria poznania
w czasie kampanii wyborczych, którzy “wiedzą", kto wygra, i którzy “wiedzą", co zdarzy się z krajem, jeśli im się nie powiedzie, wyrażają jedynie swe nadzieje i obawy. Podobnie osoba, która “wie", iż Włochy mają lepszą drużynę piłkarską niż Brazylia, gdy Włochy przegrały wszystkie swe mecze, zaś Brazylia wszystkie wygrała, wyraża po prostu fanatyczną lojalność, która przeinacza fakty, nie licząc się z nimi zupełnie.
Problem wiedzy: dokładniejszy wgląd
S ens filozoficzny
Owo niepopularne, zwykłe użycia słowa “wiedzie" przyciąga uwagę filozofów. “Wiedza" tego rodzaju nie przetrwałaby Kartezjanskiej próby. Filozofowie zajmowali się ustaleniem, czy możemy naprawdę “wiedzieć" coś w sensie posiadania informacji, która nie podlegałaby zakwestionowaniu. “Wiedzę" w tym znaczeniu da się wyraźnie odróżnić od domniemania. Wielu sceptyków twierdziło, iż ludzka “wiedza" wyraża jedynie mniemania, które mogą, lecz nie muszą być prawdziwe. W opozycji do tego niektórzy filozofowie obstawali przy tym, że istnieje dające się uzyskać poznanie, które nie jest jedynie domniemaniem, lecz jest prawdziwe ponad wszelką wątpliwość. To właśnie poszukiwanie tego rodzaju pewnej wiedzy zrodziło problem wiedzy. Dla zilustrowania tego użycia posłużmy się anegdotą (historia, jak twierdzi nasz informator, jest prawdziwa). Pewien filozof i jego przyjaciel podróżowali samochodem. Na skrzyżowaniu samochód zderzył się z innym, który musiał przejeżdżać skrzyżowanie na czerwonym świetle, skoro auto filozofa i jego przyjaciela przejeżdżało w chwili wypadku na świetle zielonym. Właścicielem samochodu był przyjaciel filozofa, który zaskarżył sprawcę wypadku do sądu. Ten ostatni utrzymywał podczas procesu, że miał światło zielone, jego oskarżyciel zaś — czerwone. W rzeczy samej twierdził, iż w i e, że ma rację (używał prawdopobnie “wiedzieć" w znaczeniu “mieć nadzieję", “sądzić"). Aby potwierdzić wersję przyjaciela, wezwą-
Starożytna filozofia grecka 315
no filozofa, jedynego świadka wydarzenia. Adwokat powoda zapytał filozofa o kolor światła i świadek odpowiedział, iż wydaje mu się, że był zielony. Adwokat poprosił o większą precyzję: czy w i e, jaki był kolor światła? Filozof odrzekł, że nie wie, ale że wydawał się zielony i sądzi, że prawdopodobnie był zielony. Im bardziej prawnik nalegał na pozytywną odpowiedź świadka filozofa, tym bardziej ten obstawał przy tym, że nie wie, lecz jedynie tak sądzi i może się mylić. Sędzia i ława przysięgłych, wobec absolutnej pewności siebie pozwanego, a zarazem niezdecydowania filozofa nie mogła rozstrzygnąć inaczej niż na niekorzyść przyjaciela filozofa. Rzecz w tym, że filozof upierał się przy użyciu “wiedzieć" w ścisłym znaczeniu, wedle którego ktoś, kto wie, jest całkowicie pewien — zgodnie ze standardem Kartezjusza. W rzeczy samej, nasze sądownictwo zwykle unika trudności owego filozofa poprzez próbę ustalenia winy oskarżonego “poza racjonalną wątpliwością", bez szukania całkowitej pewności co do tego, że dana osoba musi być winna i n i e może być niewinna.
Filozofowie usiłujący dociec, jaki rodzaj wiedzy w tym ścisłym sensie posiadamy — oraz jakim rodzajem dowodów możemy ją poprzeć i wedle jakich standardów ocenić — przedstawili różne koncepcje na temat natury, źródeł i podstaw naszej wiedzy. Rozważymy poniżej kilka z tych teorii. Grupa pierwsza wyraża się pozytywnie co do tego, czy istoty ludzkie mogą odkrywać absolutnie pewną wiedzę — wiedzę, która w żadnych okolicznościach nie może być fałszywa, oraz że wiedza ta może zostać osiągnięta dzięki użyciu naszych rozumnych zdolności.
Starożytna filozofia grecka Sofiści
Jedną z najstarszych pozytywnych teorii poznania stworzono u samych początków greckiej filozofii. W V w. p.n.e. pojawiła się w Atenach grupa uczonych mężów zwana sofistami. Byli
316 Teoria poznania
oni pełni skrajnego zwątpienia w możliwość odkrycia czegokolwiek, co byłoby naprawdę prawdziwe. Zamiast tego nauczali swych zwolenników, jak “poruszać" się w świecie bez wiedzy pewnej. Nauczali, jak zwyciężać w dysputach, jak przemawiać dobrze i przekonująco, czyli jak odnosić sukces. Podstawę ich teorii stanowiły dwie myśli dwóch czołowych sofistów. Protagoras, być może największy z nich, powiedział: “Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy", zaś Gorgiasz, inny wielki sofista oznajmił: “Nic nie istnieje, a nawet gdyby istniało, to nikt nie mógłby o tym wiedzieć, a jeśliby kto o tym wiedział, to nie mógłby tego nikomu zakomunikować". Z tych stwierdzeń sofiści rozwinęli pogląd, iż wiedza w ścisłym sensie jest nieosiągalna i, co za tym idzie, człowiek nie powinien kłopotać się szukaniem czegoś, czego nie jest w stanie znaleźć. Zamiast tego — stwierdzali wierni słowom Protagorasa sofiści — każdy powinien “mierzyć" sprawy zgodnie ze swą naturą i potrzebami, bowiem to sam człowiek jest miarą wszelkich rzeczy.
Sokrates i Protagoras
A zatem sofiści zaproponowali, że człowiek powinien zaakceptować fakt, iż cała jego rzekoma wiedza jest odniesiona do człowieczej perspektywy. Skoro — zgodnie ze słowami Gor-giasza — nikt nie może znać jakiejkolwiek prawdy ani zdać z niej sprawy (gdyby ją znał), rozwiązanie sofistów było lokomotywą do sukcesu. W jednym ze swych dialogów, zatytułowanym Protagoras, Platon opisuje spotkanie Sokratesa z wielkim sofistą — Protagorasem. Przyjaciel imieniem Hippokrates informuje Sokratesa, iż Protagoras przebywa w Atenach, zatem muszą udać się, by się z nim zobaczyć. Gdy Sokrates pyta o cel spotkania, Hippokrates odpowiada, że musi on zostać uczniem tego wielkiego sofisty, by osiągnąć jego mądrość. Sokrates pyta go, czego spodziewa się nauczyć. Hippokrates nie potrafi odpowiedzieć jasno, ruszają zatem, aby zobaczyć Protagorasa i dowiedzieć się, jak Hippokrates mógłby się dokształcić. Sokrates powiada Protagorasowi, iż jego przyjaciel
Starożytna filozofia grecka 317
Hippokrates jest zamożnym Ateńczykiem, który pragnie zdobyć polityczne znaczenie i “który pragnie zawrzeć z tobą znajomość; chciałby bowiem wiedzieć, co się z nim stanie, jeśli się do ciebie przyłączy". Protagoras odpowiedział: “Młodzieńcze, jeśli zostaniesz ze mną, to już po jednym dniu wrócisz do domu lepszy niż w dniu przybycia, po drugim — lepszy niż po pierwszym, a po każdym następnym lepszy, niż po poprzednim".
Sokrates jest zakłopotany i docieka: “Jeśli twierdzisz, że po jednym dniu pobytu przy tobie wróci do domu lepszym człowiekiem, i każdego dnia będzie rósł pod tym względem, to w czym, Protagorasie, będzie lepszy, odnośnie do czego?" Wielki Protagoras odpowiada: “Twe pytania są jasne, taka też będzie ma odpowiedź. Jeśli Hippokrates przystanie do mnie, nie doświadczy całej tej mozolnej pracy, którą inni sofiści zwykli obarczać swych uczniów; którzy, jeśli właśnie uciekli od sztuk pięknych są przez swych nauczycieli ponownie do nich przymuszani, muszą uczyć się rachunków, astronomii, geometrii, muzyki [...] ale jeśli on przyjdzie do mnie, nauczy się tego, po co przyszedł. A tym czymś jest roztropność zarówno w sprawach prywatnych, jak i publicznych; nauczy się zarządzać własnym domostwem w najlepszy sposób i będzie mógł przemawiać i działać na rzecz tego, co najlepsze w sprawach państwa".
Krytyka sofistyki
Sokrates martwił się owymi “szkołami sukcesu" (przypominającymi wiele dzisiejszych instytucji edukacyjnych). Niepokoiło go, że ludzie tacy jak Protagoras oświadczają, iż nie posiadają autentycznej wiedzy, a mimo to instruują innych na temat sukcesów. Uczniowie i nauczyciele mogą mimo wszystko postępować źle, bo nie mają żadnej pozytywnej wiedzy. Uczenie Jak sobie radzić" nie jest, zdaniem Sokratesa, mądre, póki się nie jest pewnym, że owo “radzenie sobie" jest słuszne. Umiejętność dobrego przemawiania, przekonywania ludzi, bycia przywódcą nie wystarcza, jeśli się nie wie, o czym mówić, do czego przekonywać, dokąd prowadzić. W przeciwnym razie, ar-
318
Teoria poznanial
gumentuje Sokrates, rezultaty takich umiejętności mogą być| katastrofalne.
Sokrates uważał, że to, co czyniło sofistów niebezpiecznymi, polegało na tym, iż ani oni, ani ich uczniowie nie posiadali żadnej wiedzy; a zatem ślepi wiedli ślepców. Wszak umiejętność osiągania sukcesu sofiści opanowali, stali się publicznymi mecenasami, nie wiedząc jednak, co jest słuszne. Tego zaś mogliby być pewni jedynie wtedy, gdyby posiadali autentyczną wiedzę, która nie mogłaby okazać się fałszywa. Jeśli sofiści skłoniliby ludzi do przyjęcia ich poglądów, ci mogliby iść za nimi aż do najczarniejszej klęski, jeśli ich poglądy okazałyby się błędne.
Platon
S okrates był przekonany, że można działać jedynie na motywach prawdy. W swoich dialogach Platon próbuje poprzez przedstawienie rozmów Sokratesa skonstruować teorię wiedzy — jaka wiedza jest osiągalna, jak możemy do niej dotrzeć i dlaczego jest ona prawdziwa.
Pogląd Platona, wyłożony krótko, polegał na tym, że wiedza składa się ze zrozumienia tych aspektów świata, które się nigdy nie zmieniają. Platon wierzył, że świat zawiera takie składniki; zwał je “ideami" lub “formami". Czym tedy są “formy" i dlaczego wiedza polega na ujmowaniu ich, a nie na przykład zmieniających się rzeczy?
Problem może wydać się jaśniejszy, gdy rozważymy serię twierdzeń: (a) “Rover jest psem", (b) “Fido jest psem" i (c) “Spot jest psem". Jeśli Fido, Rover i Spot są różnymi zwierzętami, to co my tu o nich wypowiadamy? Powiadamy, że mają coś wspólnego i że każde zwierzę podpada pod wspólną klasyfikację (np. “bycia psem"). Do czego jednak odnosi się termin ogólny “pies"? Jeśliby nas zapytano, do czego odnosi się “Rover" moglibyśmy po prostu wskazać na danego psa. Na co jednak wskazalibyśmy, by pokazać, do czego odnosi się “pies"? Gdybyśmy wskazali na Rovera, potem na Fido, a następnie na Spota, to czy byłoby jasne, do czego odnosi się termin
Platon
319
ogólny “pies"? Moglibyśmy wskazać, że wszystkie one mają ogony albo ciapki, albo że wszystkie wydają dźwięk “hau".
Platon uważał, że nasze potoczne stwierdzenia zakładają użycie terminów ogólnych i że po to, aby nasze stwierdzenia były sensowne, trzeba wiedzieć, co oznaczają owe terminy ogólne. Aby to osiągnąć, upierał się Platon, trzeba czegoś więcej niż tylko wskazania na różne pojedyncze rzeczy. Rzeczy te byłyby w najlepszym razie jedynie przykładami rzeczy podpadających pod klasyfikacje ogólne, nie byłyby jednak same tymi klasyfikacjami.
Eutyfron
W Eutyfronie, jednym ze swych dialogów, Platon podkreśla to bardzo zdecydowanie. Dialog ten to dyskusja między Sokratesem, będącym w drodze do sądu, i ateńskim kapłanem, Eutyfronem. Ten ostatni opowiada Sokratesowi, iż udaje się właśnie do sądu, aby zaskarżyć swego ojca o zabójstwo. Kiedy Sokrates pyta o szczegóły, widzimy, że jest sprawą nadzwyczaj wątpliwą, czy ojciec Eutyfrona jest rzeczywiście winny; Eutyfron jednak obstaje przy tym, że powinien oskarżyć swego ojca, bo na tym polega jego święta powinność w tej sprawie. Sokrates pyta, czym jest świętość? Eutyfron odpowiada: jest to robienie tego, co ja robię. Sokrates powiada na to, że działanie Eutyfrona może być ilustracj ą świętości; aby jednak określić, czy dana czynność jest święta, trzeba znać znaczenie ogólnego pojęcia “świętość". Gdy Eutyfron próbuje wyjaśnić, czym jest “świętość", Sokrates wykazuje mu nieadekwatność jego definicji. W końcu Eutyfron rezygnuje, ponieważ — jak powiada — ilekroć wyłoży swe słowa, one wstają i odchodzą.
Uniwersalia
Platon uważał, że aby uchronić słowa przed owym “odejściem", musimy odkryć znaczenie pojęć ogólnych. Jeśli wykorzystamy te pojęcia do klasyfikowania elementów naszego
320 Teoria poznania
doświadaczenia (np. do zaznaczania, że to nazywamy psem, a tamto kotem) na mocy faktu, iż podpadają one pod pewną klasyfikację, to te znaki mogą być znaczące tylko wtedy, gdy znamy znaczenia pojęć ogólnych, zwanych także uniwersaliami (powszechnikami). Pojęcia ogólne zdają się odnosić do czegoś różnego od elementów naszego doświadczenia, bowiem są one środkiem do powiedzenia czegoś o tychże elementach. Nazywamy Rovera psem na podstawie pewnych cech charakterystycznych. Teza Platona brzmi, że tylko jeśli wiemy, czego coś wymaga, by być psem, możemy stwierdzić, że Rover podpada pod to zaklasyfikowanie.
Jak można odkryć, co znaczą owe pojęcia ogólne albo uniwersalia, żeby móc stwierdzić, czy jakiś element mieści się w danej klasyfikacji? Platon argumentuje, po pierwsze, że nie możemy poznać owych uniwersaliów (albo, jak je się czasami nazywa, form lub idei platońskich) poprzez nasze zwykłe doświadczenie zmysłowe. Wszystko, co możemy dzięki niemu odkryć, to poszczególne przypadki, które ciągle zmieniają się w czasie. Rover rośnie, gubi sierść, porusza się itd. W tych okolicznościach nie możemy znać ogólnej istoty czy cech, na mocy których Rover jest psem. Nasze doświadczenie zmysłowe nie odsłania nam uniwersaliów czy też form, lecz jedynie poszczególne przypadki. Przeto jeśli mamy poznać Platońskie idee, musi się to dokonać inną drogą.
Sokratesa teoria form uniwersalnych
W dialogu zatytułowanym Menon Platon przedstawia Sokratesa twierdzącego, że nie możemy zdobyć wiedzy poprzez
naukę. Argumentuje, że po to, aby się czegoś nauczyć, musimy odkryć jakąś prawdę, której uprzednio nie znaliśmy. Ale w takim razie nie moglibyśmy jej rozpoznać. A zatem — twierdzi Sokrates — jeśli kogoś nauczono by czegoś, czego jeszcze nie znał (np. prawa Euklidesowej geometrii, że pole prostokąta jest równe wysokości pomnożonej przez długość figury), to ów ktoś nie mógłby stwierdzić, iż zdanie to jest prawdziwe, gdy się go
Sokratesa teoria form uniwersalnych 321
wyuczył, jeśli nie wiedziałby już uprzednio, że jest ono prawdziwe. Ujmując rzecz krótko: teza Platońska mówi, że nie można nauczyć się tego, co się wie, ponieważ się to już wie. Nie można też nauczyć się czegoś, czego się nie wie, bo jeśli się tego nie wiedziało, nie można by rozpoznać tego jako prawdziwego w momencie, gdy się tego nauczono. Przeto uczenie się jest niemożliwe, a wszelką wiedzę, którą możemy zdobyć, musimy już uprzednio posiadać.
Przypomnienie
Sokrates dochodzi do wniosku, że my nie uczymy się czegokolwiek, lecz przypominamy sobie to, co już wiemy; cała wiedza o formach czy też uniwersaliach jest już w naszych umysłach.
Nasze doświadczenie zmysłowe może — w najlepszym razie — mieć tylko marginesowy wpływ na wprowadzanie w ruch naszej pamięci i przywoływanie do naszej świadomej uwagi informacji, która tkwi w nas, a której nie jesteśmy świadomi.
Menon
W dialogu Menon Sokrates, by zademonstrować tę teorię wiedzy jako przypomnienie, rozmawia z młodym niewolnikiem, który powiada, że nigdy nie uczono go czegokolwiek z matematyki. Prosi go o rozwiązanie następującego problemu: jeśli mamy kwadrat, którego boki są długości cala, to jaką długość mają boki kwadratu o polu dwukrotnie większym? Chłopiec odpowiada, że dwa razy dłuższe, tzn. o długości 2 cali. Sokrates pokazuje mu, że nie ma racji, każąc mu obliczyć pole tej nowej figury (wysokość razy długość, 2 cale razy 2 cale). Nowa figura ma pole cztery razy większe od poprzedniej. Bez podpowiadania właściwej odpowiedzi, jedynie poprzez krytyczne odnoszenie się do wypowiedzi chłopca Sokrates w końcu doprowadza go do poprawnego rozwiązania — kwadratu zbudowanego na przekątnej pierwszego kwadratu. Fakt, że młody niewolnik, który nigdy nie studiował matematyki, może
322
Teoria poznania
rozpoznać poprawną odpowiedź i być jej całkowicie pewnym przedstawia się jako dowód na to, że musiał — w pewnym - już tę odpowiedź znać.
sensie
Źródło wiedzy
Jeśli zdobywamy naszą wiedzę poprzez przypomnienie, jak głosi ta teoria, to skąd pochodzi nasza znajomość uniwersaliów, form, Platońskich idei? Zgodnie z przytoczoną argumentacją nie może pochodzić z doświadczenia ani z edukacji, bo przecież ona już w nas jest. Ale kiedy i jak ją posiedliśmy? Wedle Platona, skoro nie przyswoiliśmy sobie tych form podczas naszego życia, musiały być w nas już w chwili naszych narodzin. Aby wytłumaczyć to, że noworodki nie wydają się wiele wiedzieć, powiada się, że dusza (która wedle poglądu Platona musiała istnieć przed narodzinami człowieka, by mieścić w sobie Platońskie idee) zapomina swą wiedzę podczas narodzin i musi ponownie zdobyć świadomość wiedzy, którą już posiada.
Władca-filozof
P oznawszy część Platońskiej teorii wiedzy, możemy ponownie zapytać, wjaki sposób zdobywamy wiedzę o uniwersaliach czy też formach. Jak człowiek może ożywić swą pamięć, aby przywołać Platońskie idee i posiąść realną wiedzę? Odpowiedź na to pytanie przedstawia Platon w swym najwspanialszym dialogu Państwo. Jak widzieliśmy w rozdziale drugim, w trakcie określania istoty państwa idealnego Sokratesowi stawia się pytanie, jak ten nowy i lepszy świat mógłby być osiągnięty. Ten odpowiada: “Dopóki filozofowie nie zostaną władcami, albo królowie i książęta tego świata nie osiągną ducha i mocy filozofii, a polityczna wielkość i mądrość nie spotkają się w jednym człowieku [...] wtedy dopiero to nasze państwo będzie miało możliwość zaistnienia i wyjrzy na światło dzienne". Aby pokazać, jak można stać się filozofem, Sokrates analizuje kwestię,
Władca-filozof 323
jak owi planowani rządcy jego społeczeństwa mogą posiąść prawdziwą wiedzę i zastosować ją do rządzenia republiką.
Rodzaje wiedzy
Wedle relacji Sokratesa istnieją dwa główne rodzaje poznania: widzialne albo zmysłowe (tj. osiągnięte poprzez zmysły) oraz rozumowe. Poznanie zmysłowe zawiera podobizny albo cienie oraz zapatrywania. Niższy poziom naszej zmysłowej informacji stanowi rozległy, rozmazany konglomerat wzorców; wyższy poziom to wzorce klarowne — z identyfikowalnymi obiektami i koherentnie zorganizowanymi przedstawieniami. Jednak żaden z nich nie konstytuuje wiedzy, ponieważ żaden z nich nie jest niepodważalny — nie da się ująć w kategoriach form czy też uniwersaliów. Stąd wszystko, co możemy powiedzieć, to to, jak coś się nam wydaje, jak się nam przejawia.
Natomiast poznanie rozumowe ma do czynienia z Platońskimi ideami, i to właśnie dzięki niemu wiedza jest możliwa. Najniższy poziom to użycie Platońskich idei jako hipotez, bez zrozumienia ich istoty. Jeśli kwadraty mają pewne właściwości, to możemy wyciągnąć pewne wnioski co do relacji geometrycznych. Zakłada się wówczas, bezwiednie, istotę tych uniwersaliów. Najwyższy poziom, czyli pełna wiedza, pojawia się wtedy, gdy ktoś zna ideę Platońską w sensie pełnego uświadamiania sobie jej w swym umyśle oraz rozumienia jej istoty.
Alegoria jaskini
Powyższy podział jak też droga ku pełnej wiedzy są wyjaśnione przez Sokratesa za pomocą pewnej opowieści, zwanej niekiedy “alegorią jaskini". Zaczyna się ona następująco:
Potem powiedziałem:
— Przedstaw sobie obrazowo, jako następujący stan rzeczy,
naszą naturę ze względu na kulturę umysłową i jej brak.
324 Teoria poznania
Zobacz! Oto ludzie są niby w podziemnym pomieszczeniu na kształt jaskini. Do groty prowadzi od góry wejście zwrócone ku światłu, szerokie na całą szerokość jaskini. W niej oni siedzą od dziecięcych lat w kajdanach; przykute mają nogi i szyje tak, że trwają na miejscu i patrzą tylko przed siebie; okowy nie pozwalają im obracać głów. Z góry i z daleka pada na nich światło ognia, które się pali za ich plecami, a pomiędzy ogniem i ludźmi przykutymi biegnie górą ścieżka, wzdłuż której widzisz murek zbudowany równolegle do niej, podobnie jak u kuglarzy przed publicznością stoi przepierzenie, nad którym oni pokazują swe sztuczki.
Widzę — powiada.
Więc zobacz, jak wzdłuż tego murku ludzie noszą różno rodne wytwory, które sterczą ponad murek; i posągi, i inne zwierzęta z kamienia i z drzewa, i wykonane rozmaicie i oczywiście jedni z tych, co je noszą, wydają głosy, a drudzy milczą.
Dziwny obraz opisujesz i kajdaniarzy osobliwych.
Podobnych do nas — powiedziałem. — Bo przede wszys tkim czy myślisz, że tacy ludzie mogliby z siebie samych i z siebie nawzajem widzieć cokolwiek innego oprócz cieni, które ogień rzuca na przeciwległą ścianę jaskini?
Jakimże sposobem? — powiada — gdyby całe życie nie mógł żaden głową poruszyć?
A jeżeli idzie o te rzeczy obnoszone wzdłuż muru? Czy nie to samo?
W takim świecie, twierdzi Sokrates, “prawda nie byłaby dosłownie niczym więcej, niźli cieniami obrazów". Ale co wydarzyłoby się, gdyby więźniowie zostali nagle zwolnieni, nie brali już więcej cieni za realne przedmioty?
— A rozpatrz sobie — dodałem — ich wyzwolenie z kajdan i uleczenie z nieświadomości. Jak by to było, gdyby im naturalny bieg rzeczy coś takiego przyniósł; ile razy by ktoś został wyzwolony i musiałby zaraz wstać i obrócić szyję, i iść, i patrzeć w światło, cierpiałby robiąc to wszystko, a tak
Władca-filozof 325
by w oczach migotało, że nie mógłby patrzeć na te rzeczy, których cienie poprzednio oglądał. Jak myślisz, co on by powiedział, gdyby mu ktoś mówił, że przedtem oglądał ni to, ni owo, a teraz coś bliższego bytu, że zwrócił się do czegoś, co bardziej istnieje niż tamto, więc teraz widzi słuszniej; i gdyby mu ktoś teraz pokazywał każdego z przechodzących i pytaniami go zmuszał, niech powie, co to jest. Czy nie myślisz, że ten by może był w kłopocie i myślałby,
ł że to, co przedtem widział, prawdziwsze jest od tego, co mu
ń teraz pokazują?
i Naturalnie, że będzie zmieszany, kiedy — wydobywszy się Z jaskini na widzialny świat — zobaczy formy po raz pierwszy.
— A gdyby go ktoś zmuszał, żeby patrzał w samo światło, to bolałyby go oczy, odwracałby się i uciekał do tych rzeczy, na które potrafi patrzeć i byłby przekonany, że one są rzeczywiście jaśniejsze od tego, co mu teraz pokazują?
Tak jest — powiada.
A gdyby go ktoś — dodałem — gwałtem stamtąd pod górę wyciągał po kamieniach i stromiznach ku wyjściu i nie puściłby go prędzej, ażby go wywlókł na światło słońca, to czy on by nie cierpiał i nie skarżyłby się i nie gniewał, że go wloką, a gdyby na światło wyszedł, to miałby oczy pełne blasku i nie mógłby widzieć ani jednej z tych rzeczy, o któ rych by mu teraz mówiono, że są prawdziwe?
Ten stan oślepienia przez prawdziwą wiedzę nie będzie trwał długo. Sokrates powiada:
I myślę, że musiałby się przyzwyczajać, gdyby miał widzieć to, co na górze. Naprzód by mu najłatwiej było dojrzeć cienie, potem w wodach odbicia ludzi i innych przedmiotów, ciała niebieskie i niebo samo po nocy łatwiej by mógł oglądać, patrząc na światło gwiazd i księżyca, niż po dniu widzieć słońce i światło słoneczne.
Jakżeby nie?
326 Teoria poznania
— Dopiero na końcu, myślę, mógłby patrzeć w słońce; nie na jego dobicie w wodach i nie mieć go tam, gdzie ono nie jest u siebie, ale słońce samo w sobie i na swoim miejscu mógłby dojrzeć i mógłby oglądać, jakie ono jest.
Platon wyraził istotę tej alegorii poprzez to, iż Sokrates zinterpretował ją w kategoriach swej teorii wiedzy.
— Otóż ten obraz — powiedziałem — kochany Glaukonie, trzeba w całości przyłożyć do tego, co się poprzednio mówiło. Więc to siedlisko, które się naszym oczom ukazuje, przyrów nać do mieszkania w więzieniu, a światło ognia w nim do siły słońca. Wychodzenie pod górę i oglądanie tego, co jest tam wyżej, jeśli weźmiesz za wznoszenie się duszy do świata myśli, to nie zbłądzisz i trafisz w moją nadzieję, skoro pragniesz ją usłyszeć. Bóg tylko chyba wie, czy ona prawdziwa, czy nie.
Tworzenie króla-filozofa
Niezbędne jest uciec z więzienia, którym jest jaskinia (tj. świat poznania zmysłowego) i wspiąć się na górę ku światu wiedzy rozumnej, by znaleźć formy czy też uniwersalia w nas tkwiące i wzrastać w przyzwyczajeniu do ich kontemplowania, abyśmy w końcu osiągnęli prawdziwą wiedzę.
Aby osiągnąć ów cel, Sokrates szkicuje schemat treningu dla przyszłego króla-filozofa, aby ów mógł dotrzeć do wiedzy o Platońskich ideach. Musi dokonać się “zwrot w duszy prowadzący od dnia, który jest tylko nieco lepszy od nocy do prawdziwej jutrzenki bytu". Ci, którzy autentycznie pragną wiedzy, muszą być wyćwiczeni w odkrywaniu uniwersaliów w swych umysłach. Lecz jeśli — jak głosił uprzednio Sokrates — uczenie się nie jest naprawdę możliwe, to “edukacja" przyszłych królów-filozofów musi być szczególnym procesem, który właściwie ich nie uczy. Zamiast tego ćwiczy ich w przypominaniu wiedzy, która jest już w nich i zawsze w nich była.
Władca-filozof __ 327
Użycie rozumu
Pierwszy krok polega na uświadomieniu nieadekwatności poznania zmysłowego i na zauważeniu powtarzania się pewnych osobliwości w świecie widzialnym. Obserwacja zmieniających się cech pewnych obiektów w świecie cieni prowadzi do zdziwienia. Na przykład czwarty palec jest duży, jeśli porównamy go z małym, lecz mały, jeśli porównamy go z palcem środkowym. Czy zatem czwarty palec jest mały czy duży? Sokrates twierdzi, że kiedy ktoś zastanawia się nad taką kwestią, “wskazówki, które dusza otrzymuje od zmysłów jawią mu się jako bardzo dziwne i wymagające wyjaśnienia". Oko widzi przedmiot jako duży, i zarazem jako mały. Aby to wyjaśnić, utrzymuje Sokrates, umysł próbuje zrozumieć, co znaczy “dużość" i “małość". I tak oto umysł rozpoczyna poszukiwanie uni-wersaliów czy też inaczej — Platońskich idei.
Arytmetyka
Rozpocząwszy podróż przyszłego filozofa-króla ku zrozumieniu i wiedzy raczej poprzez używanie rozumu niż zmysłów, Sokrates proponuje drugi, dłuższy i trudniejszy krok. Stadium to polega na ćwiczeniu umysłu w operowaniu abstraktami, na namyśle nad uniwersaliami. Aby to osiągnąć, uczeń powinien przede wszystkim ćwiczyć się w arytmetyce. Tu bowiem, zamiast spoglądać na cienie, musi patrzeć w głąb samego siebie na swe idee i uczyć się posługiwać się raczej myślami i znaczeniami niźli postrzegalnymi przedmiotami. Sokrates utrzymywał, że “arytmetyka posiada wielki efekt wyzwalający i uwznia-ślający, skłaniający duszę do zastanawiania się nad abstrakcyjnymi liczbami i buntowania się przeciw wprowadzaniu po-strzegalnych czy też dotykalnych obiektów do argumentacji". Ucząc się sumowania “w swej głowie" zamiast liczenia palców u rąk i u nóg, uczeń zostanie wyzwolony z jaskini, uchwyci migotanie form w sobie samym.
Teoria poznania
Geometria
Biegłego w arytmetyce kandydata na króla-filozofa Sokrates proponuje wyszkolić w geometrii, bowiem “wiedza, do której zmierza geometria, to wiedza o tym, co wieczne, a nie o czymś ginącym i przemijającym". Geometria prowadzi do odkrycia prawd koniecznych na temat uniwersaliów takich, jak linie, kwadraty, trójkąty i koła. Kiedy się odkryje takie prawdy nie z patrzenia na obrazki czy diagramy, lecz jedynie z idei, to osiągnie się wiedzę, która może być dowiedziona i która jest niezmienna. Obrazki czy diagramy mogą się zmieniać, natomiast prawdy geometryczne, zależne jedynie od idei albo od znaczenia terminów, są niezmienne.
Geometria brył (stereomerria) i astronomia
Od geometrii studia prowadzą do stereometrii. Z tego, co Platon o tym mówi, widać jasno, że w jego czasach na tym polu nie poczyniono wielkich postępów. Jednakże jest przekonany o potrzebie zwiększenia badań w tej dziedzinie i zachęcania filozo-fa-króla do zbliżenia się do abstrakcyjnych form poprzez przejście od figur dwuwymiarowych do studiowania tych, które mają trzy wymiary. Jest to niezbędne wprowadzenie do studiowania astronomii, nauki o ruchach ciał stałych. Ciała niebieskie są być może najdoskonalsze z rzeczy widzialnych, ale ponieważ są widzialne, są w znacznym stopniu podporządkowane prawdziwym realnościom, prawdziwym przedmiotom wiedzy. Tym niemniej badanie ich ruchów winno być przedsięwzięte raczej poprzez intelekt niźli przez zmysły, a zatem poprowadzi ponownie naszego filozofa-króla ku niezmiennym, wiecznym prawdom.
Harmonia
Ostatnim stadium studiów są studia harmonii. Studiowanie astronomii pomoże fllozofowi-królowi zbliżyć się do abstrak-
Władca-filozof 329
tów, rozpoczynając od rzeczy widzialnych, natomiast studiowanie harmonii od rzeczy, które są słyszalne. Akcent pada ponownie nie na studiowanie dźwięków dla nich samych, lecz na studiowanie stosunków miedzy nimi.
Dialektyka
Przyszły król-filozof staje się w końcu gotowy do ostatniego i najważniejszego kroku — całkowitego wyzwolenia z królestwa cieni dzięki studiowaniu dialektyki. Dzięki tym studiom ktoś jest nie tylko świadomy czy też zaznajomiony z uniwer-saliami, lecz je zna i rozumie. Może już całkowicie przypomnieć sobie prawdę: niepodważalną wiedzę, która w nim tkwi.
Na czym polega studiowanie dialektyki? Sokrates podkreśla, że można odpowiedzieć na to pytanie adekwatnie jedynie wtedy, jeśli osiągnęło się całkowite zrozumienie. W sensie negatywnym różnica między studiowaniem matematyki a studiowaniem dialektyki może zostać jedynie wskazana, może też zostać pozytywnie określony jej ogólny charakter. Jednak rzeczywista zawartość dialektyki to to, co każda osoba wiedziałaby, gdyby ostatecznie osiągnęła rzeczywistą wiedzę, “gdy ktoś rozpoczyna odkrywanie absolutu (tj. form, idei Platońskich) jedynie dzięki światłu rozumu, bez posługiwania się zmysłami, i nie ustanie, póki dzięki czystej inteligencji nie dotrze do oglądania absolutnego dobra". Wtedy “w końcu odnajdzie siebie samego na końcu intelektualnego świata".
Matematyka a dialektyka
Różnica między dialektyka a różnymi dziedzinami matematyki polega na tym, że ta ostatnia opiera się na założeniach i hipotezach, które matematycy przyjmują za oczywiste bez badania ich prawdziwości. Formy czy też uniwersalia zostają zaangażowane, ale matematyk przypuszcza ich cechy, nie potrafiąc wyjaśnić, jaka jest ich natura i dlaczego ją mają. I tak np.
330 Teoria poznania
w arytmetyce zakłada się, że gdy równe ilości są dodane do siebie, wyniki są równe (tj. jeśli A = B i C=D, to A + C+B+D). Kiedy Sokrates spytał matematyków, co oznaczają “ilości" i skąd wiedzą, że założenia podobne do przytoczonego są prawdziwe, odkrył, że nie wiedzą, ale przyjęli mnóstwo hipotez, z których rozwinęli swą dyscyphnę. W dialogu Teajtet, podczas rozmowy z jednym z największych greckich geometrów Sokrates pokazał, że nie rozumie on podstawowych pojęć i nigdy nie przemyślał ani nie przebadał zasadniczych założeń swego przedmiotu. W tej mierze zatem matematyka jest czymś, co Sokrates nazywa “snem o rzeczywistości".
Jeśli natomiast poddałoby się analizie własne hipotezy i założenia oraz pojęcia, zanim osiągnęłoby się pełne i całkowite ich zrozumienie, to wówczas można by mówić o zajmowaniu się studiowaniem dialektyki. Studia matematyczne przygotowują do tego rozumienia, dostarczając pewnych umiejętności w posługiwaniu się uniwersaliami. Tym niemniej krok ostatni, czyli rozumienie i uchwytywanie istoty Platońskich idei jest dziełem dialektyki.
Bowiem dialektyka, i tylko ona, dociera bezpośrednio do pierwszej zasady i jest jedyną nauką, która pozbywa się hipotez, aby uczynić swe podstawy bezpiecznymi; oko duszy, które jest dosłownie zakopane w obcym bagnie, zostaje poprzez jej subtelną pomoc wzniesione wyżej; a jako posługaczek i pomocników w dziele przemiany używa ona nauk, które omówiliśmy (tj. różnych gałęzi matematyki).
Wedle Platona droga do osiągnięcia pełnej i prawdziwej wiedzy polega przede wszystkim na odrzuceniu polegania na informacji zmysłowej i zwróceniu się ku badaniu świata rozumnego przy użyciu jedynie siły rozumu. Gdy odwrócimy się od świata zmysłów zaczynamy odkrywać formy czy też uniwer-salia w naszym umyśle. Aby przyzwyczaić się do badania świata idei, trzeba najpierw nauczyć się łączyć i odnosić do siebie różne idee w świetle różnych założeń i hipotez — w różnych dziedzinach matematyki. Gdy ktoś jest w końcu przygotowany do przeanalizowania i zrozumienia uniwersaliów, do
Władca-filozof 331
uchwycenia ich istoty, to dotarł on do rzeczywistej wiedzy, do pełnego przypomnienia Platońskich idei, które w nim drzemią.
Zjawisko i rzeczywistość
Na pytanie, co by się wiedziało, posiadając taki typ wiedzy, Platon odpowiedziałby, że znałoby się rzeczywisty świat, a nie jedynie królestwo “cieni" i “obrazów". Dla niego idee nie są jedynie bytami zawartymi w czyimś umyśle — są realnymi rzeczami bytującymi wiecznie, niezmiennie, z dala od widzialnego, fizykalnego świata. Wedle Platona obiekty, które napotykamy w naszym doświadczeniu zmysłowym są równie iluzoryczne jak informacja sensoryczna. Rzeczywiste, ważne, wartościowe przedmioty tego świata to te, które odkrywamy, gdy posiadamy rzeczywistą wiedzę. I tak Platon doszedł do rozumienia wszechświata jako podzielonego między zjawisko i rzeczywistość, naszego zaś poznania świata jako podzielonego na domniemanie i wiedzę. Na temat świata zjawisk możemy jedynie snuć domysły; nasza dusza natomiast może posiadać wiedzę o świecie rzeczywistym, o świecie idei.
Platon twierdził, iż możemy posiadać wiedzę w ścisłym sensie, tzn. wiedzę, której możemy być absolutnie pewni, ale taka wiedza różni się od rodzaju informacji, którym zwykle jesteśmy zainteresowani. Możemy uzyskać wiedzę w ścisłym sensie na temat uniwersaliów albo Platońskich idei, jedynie zmuszając swą “pamięć" do żmudnych studiów matematycznych. Kiedy ktoś staje się świadom Platońskich idei, doświadczenie poznania ich czyni go całkowicie pewnym, tj. niezdolnym do mylenia się. Jednak taka wiedza, której gwarancję daje jedynie doświadczenie jej posiadania, jest mimo to ograniczona. Znamy dzięki niej — wedle Platona — rzeczywisty świat, świat form, uniwersaliów. Świat widzialny nie może nigdy naprawdę zostać poznany. Mogą być poznane formy, które są jego składnikami i których kopie stają przed nami w zjawiskowym pozorze; nie możemy jednak poznać — w tym ścisłym sensie “poznania" — świata cieni, bo nie są one formami, lecz jedynie
332 Teoria poznania
ich odbiciem, często nieadekwatnym. Naszą najlepszą wiedzą — właściwie naszą jedyną pełną i prawdziwą wiedzą — jest ta, którą odkrywamy poprzez studiowanie dialektyki —jest to poznanie Platońskich idei. Matematyka, najbliższa temu ideałowi, nie jest wiedzą pełną, ale ma do czynienia z formami. (Nauki takie jak fizyka — sądził Platon — nie mogą zawierać prawdziwej wiedzy, bowiem fizyka badała świat cieni, zmieniający się świat zjawiskowy).
Kartezjańska teoria wiedzy
G dy zwrócimy się od Platona do dużo późniejszej teorii wiedzy stworzonej przez Kartezjusza, natrafiamy na koncepcję głoszącą, że możemy odkryć wiedzę absolutnie pewną. Pogląd Kartezjusza na naturę, źródło i podstawę naszej wiedzy w wielu aspektach przypomina platoński punkt widzenia.
Poszukiwanie pewności
Na początku prześledziliśmy Kartezjański test na wiarygodność naszej wiedzy i zobaczyliśmy destruktywne rezultaty, do których doprowadził poprzez pokazanie, że wszelkie nasze zwykłe poznanie — włącznie z naukowym, a nawet matematycznym — jest podatne na zakwestionowanie. Celem Kartezjusza proponującego tę katastroficzną próbę nie było wprowadzenie powszechnego wątpienia: “Nie naśladuję sceptyków, którzy wątpią dla samego wątpienia, i udają, że zawsze są niepewni. Przeciwnie, moim celem było jedynie uzyskanie dobrych podstaw dla upewnienia siebie samego i odrzucenie błota i ruchomych piasków, abym mógł odnaleźć skałę i glinę". Kartezjusz szukał absolutnie pewnej podstawy dla wszelkiej wiedzy. Czuł, iż takie ugruntowanie może być bezpieczne tylko wtedy, jeśli uprzednio przeprowadziło się jego test, aby wyeliminować wszystko, co może okazać się fałszywe bądź wątpliwe. Pisze:
Kartezjańska teoria wiedzy 333
Będę mianowicie odsuwał od siebie wszystko, co najmniejszą choćby dopuszcza wątpliwość, zupełnie tak samo, jak gdybym był twierdził, że jest to zgoła fałszem. Będę też podążał dalej, póki nie poznam czegoś pewnego, i jeśli już nie poznam niczego innego jako pewne, to przynajmniej to, że nie ma nic pewnego.
Pewność istnienia
W tym duchu Kartezjusz kontynuuje swój test w poszukiwaniu poznania, które byłoby niepowątpiewalne i pewne. Gdyby mógł je znaleźć, mógłby uczynić zeń punkt wyjścia dla uzasadnienia całej struktury ludzkiej wiedzy. Rzuciwszy cień wątpienia na nasze poznanie zmysłowe, nasze poznanie naukowe oraz na matematykę, Kartezjusz szuka dalej, aż odnajduje właśnie ten rodzaj pewności, którego szukał.
Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel — nie wiem, kto nim jest — wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi. Nie ma więc wątpliwości, że istnieję, skoro mnie łudzi! I niechajże mnie łudzi, ile tylko potrafi, tego jednak nigdy nie dokaże, abym był niczym dopóty, dopóki będę myślał sam, że czymś jestem. Tak więc po wystarczającym i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: “Ja jestem, ja istnieję", musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
“Myślę, więc jestem". Jedynym poznaniem, które wedle Kartezjusza musiało być prawdziwe okazało się “istnieję". Gdy
tylko o nim myślę albo próbuję zrozumieć, zgodnie z Kartezjańska próbą, jak mogłoby ono być fałszywe, uświadamiam sobie, że po to, aby o nim myśleć, po to, aby przeprowadzić
334
Teoria poznania
mój test, ja muszę istnieć. Niezależnie od tego, co może robić rzekomy “zwodziciel", nieważne jak bardzo może on próbować mnie zwieść, nie może zwieść mnie ku myśleniu, że jestem, jeśli naprawdę nie istnieję. Jeśli myślę, twierdzi Kartezjusz, to mogę być absolutnie przekonany, że istnieję. Gdy tylko próbuję rozważyć wszystkie warunki, pod którymi “myślę, więc jestem" (albo, jak głosi słynna łacińska formuła: cogito, ergo sum), mogłoby być fałszywe, jestem całkowicie pewien swego istnienia. Wszelkie usiłowanie podania w wątpliwość albo odrzucenia tego jest jeszcze jedną myślą, która potwierdza i upewnia mnie, że muszę istnieć po to, aby myśleć. Niezależnie od tego, jak bardzo próbowałbym zdyskredytować stwierdzenie “myślę, więc jestem", gdy tylko myślę, prawda tego twierdzenia ponownie wychodzi na jaw.
Być może następująca historia uwydatni ideę Kartezjusza. Opowiadano, że pewien znany amerykański filozof, Morris Raphael Cohen, wdał się po lekcjach w dyskusję ze swym studentem. Profesor Cohen wyłożył właśnie Kartezjusza i przedstawił wszystkie powody skłaniające do wątpienia, któreśmy już wcześniej zarysowali. Następnie posłał studentów do domu, aby przeczytali Kartezjanskie Medytacje. Następnego dnia po lekcjach podchodzi do profesora Cohena pewien wycieńczony student, nie ogolony, z przekrwionymi oczami i powiada, że jest bardzo zmartwiony. Całą noc studiował i rozmyślał na temat przytoczonego miejsca, usiłując rozstrzygnąć, czy naprawdę istnieje.,.Profesorze Cohen—powiedział niemal przerażony — proszę mi powiedzieć, czyja istnieję?" Profesor Cohen rozważył pytanie i odpowiedział: “A kto chce wiedzieć?"
Tak czy inaczej, Kartezjusz był przekonany, iż w końcu odkrył prawdę, która ,jest tak pewna, że najbardziej wyrafinowane argumenty przedstawione przez sceptyków nie są w stanie jej naruszyć". Miał nadzieję, że dzięki zbadaniu tej jednej absolutnie pewnej prawdy może okazać się możliwe odkrycie reguły albo kryterium, za pomocą którego można będzie ocenić prawdziwość innych zdań.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą — czyż więc wiem także , czego na to potrzeba, abym był czegoś pewny?
Kartezjańska teoria wiedzy 335
Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne, jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę. Nie wystarczyłoby to zaiste do tego, aby mnie upewnić o prawdziwości jakiejś rzeczy, gdyby się mogło kiedyś zdarzyć, że coś, co tak jasno i wyraźnie ujmuję było fałszywe. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Zgodnie z argumentacją Kartezjusza dzięki przebadaniu tej jednej prawdy (“Myślę, więc jestem") możemy odkryć prawidło albo kryterium dla wszystkich prawd. Dlaczego jestem tak pewien, iż “myślę, więc jestem" jest prawdą? Wedle Kartezjusza jedyną cechą tego twierdzenia, która przekonuje mnie, że jest ono prawdziwe, jest to, iż jasno i wyraźnie pojmuję i rozumiem, co zostaje powiedziane. Jeśli ta jasności wyraźność są jedynymi warunkami tworzącymi moje przekonanie, a nie ogólnymi warunkami, które muszą spełniać wszystkie prawdy, to mogę się w tej kwestii mylić. Jeśli jasność i wyraźność nie są standardami czy też kryteriami prawdziwości, lecz są wszystkim, co wskazuje, że “myślę, więc jestem" jest prawdą, to stwierdzenie to może w istocie okazać się fałszywe. A zatem, podsumowując rozumowanie: jasność i wyraźność muszą być oznaką prawdy, cechami dystynktywnymi, dzięki którym można odróżnić prawdę od fałszu. Można więc sformułować ogólną prawidłowość: “wszystko, co jest pojmowane jasno i wyraźnie, jest prawdą".
Jasność i wyraźność
Jakie jednak są cechy owej jasności i wyraźności? W nieco konfundującym fragmencie swych Zasad filozofii Kartezjusz pokazał, jak jasne i wyraźne wyjaśnienie jasności i wyraźności można znaleźć w jego dziełach. Fragment ten brzmi następująco:
...mnóstwo ludzi przez całe swe życie niczego w ogóle nie ujmuje na tyle trafnie, by móc o tym wydać sąd pewny. Bo
336 Teoria poznania
do ujęcia, na którym oprzeć się może pewny i niewątpliwy sąd, nie tylko należy to, by ono było jasne, ale nadto, by ono było wyraźne. Jasnym nazywam to [ujęcie], które obecne jest i jawne dla natężającego uwagę umysłu; tak jak mówimy, że coś jasno widzimy, gdy te rzeczy obecne dla patrzącego oka dostatecznie mocno i bez zasłony na nie działają. Wyraźnym zaś to, które będąc jasne, od wszystkich innych tak jest oddzielone i tak jest ścisłe, że w ogóle nie zawiera w sobie niczego innego, jak tylko to, co jasne.
Na pierwszy rzut oka to wyjaśnienie nie wydaje się wielce pomocne. Staranne rozważenie go może jednak pomóc w uchwyceniu tego, o co Kartezjuszowi chodziło. Najwidoczniej jakieś doświadczenie lub myśl jest jasna, jeśli jest tak silna, że nie możemy uniknąć bycia jej świadomym. Przykłady idei jasnej, które Kartezjusz przedstawia, podpadają z grubsza pod dwa typy — po pierwsze, są to żywe doświadczenia zmysłowe, takie jak ból zęba, po drugie, są to myśli, takie jak idee matematyczne czy też aktywności umysłu, w rodzaju myślenia czy pragnienia czegoś. W obu typach umysł jest świadomy czegoś albo mentalnie, albo sensorycznie. Jednakże — jak nam się następnie powiada — nie zachodzi odwrotność, bowiem jakaś idea może byćjasna, nie będąc wyraźną. Idea, która jest jasna, lecz nie jest wyraźna, to doświadczenie, które jest tak żywe i silne, iż nie możemy uniknąć bycia go świadomym; jednocześnie jednak nie jesteśmy pewni, czego doświadczamy. Przykład, który w związku z tym Kartezjusz podaje, to ból zęba. Doświadczenie to jest jasne. Jest się zmuszonym do bycia go świadomym. Tym niemniej nie jest się pewnym, którego zęba dotyczy. (Zgodnie ze swą teorią stosunku umysłu i ciała, którą przedstawiliśmy w rozdziale trzecim, Kartezjusz był przekonany, że ból nie może być w zębie, lecz jedynie w umyśle). Tym, czego tu brakuje, jest zdolność odróżnienia tego, co jest doświadczeniem, od wszystkiego innego w świecie. Jeśli można by to osiągnąć, tzn. zdefiniować doświadczenie tak, że nie mylono by go z niczym innym, to byłoby ono zarówno wyraźne, jak i jasne. Z drugiej strony idea, którą moglibyśmy tak określić, z konieczności
Kartezjańska teoria wiedzy 337
byłaby jasna, bowiem po to, by mocją odróżnić od wszystkiego innego musielibyśmy mieć jej intensywną świadomość.
Rozszerzenia pewności
Tropiąc dalej pojęcie idei jasnych i wyraźnych, Kartezjusz pytał, co poza prawdą, że jestem bytem myślącym, jest jeszcze prawdziwe. W trakcie tych dociekań rozwinął teorię wszechświata, który możemy poznać z całkowitą pewnością, teorię, która ostatecznie dostarczy dalszego uzasadnienia jego kryterium wiedzy prawdziwej. Aby uzupełnić nasze omówienie jego teorii wiedzy, przedstawimy krótko pozostałe tezy zawarte w Medytacjach.
