Добавил:
ivanov666
Опубликованный материал нарушает ваши авторские права? Сообщите нам.
Вуз:
Предмет:
Файл:Польский язык. Учебное пособие для студентов, обучающихся по направлениям подготовки «Филология», «Фундаментальная и прикладная лингвистика»
.pdf
szacunkiem. Jeśli były mniejsze, ogradzano je niewielkimi płotkami, aby wszyscy
wiedzieli, że w środku rozciąga się strefa sacrum, przestrzeń przynależna bóstwom.
Nie można było tam polować ani ścinać drzew, a granicę świętego gaju
przekraczano, aby pomodlić się, złożyć ofiary, zwołać sąd albo — jak w „Starej
baśni” — radzić nad sprawami całego plemienia.
Bogowie naszych przodków prócz modlitwy przyjmowali także ofiary ze
zwierząt, ziarna, kaszy, sera czy miodu. Zachowały się też wzmianki o ofiarach
z ludzi. Jednak składano je przed pomorskimi bogami późno, w epoce chrystianizacji
i walk z sąsiadami. Trudno więc oceniać, czy była to powszechna praktyka, czy też
kapłani dokonywali przed obliczem boga egzekucji jeńców wojennych. Tam, gdzie
nie było świątyń ani kapłanów, ofiary składali zwyczajni ludzie. Matki
obdarowywały boginie losu włosami dzieci, ojcowie sprawowali ofiary za
pomyślność całej rodziny. Często bogowie przyjmowali część ofiary, reszta zaś była
rozdzielana i spożywana przez ofiarników na uczcie. Trudno powiedzieć, czy
podczas owych biesiad panowała nabożna, podniosła atmosfera, ale Helmold,
proboszcz z Bożowa, zapisał w XIII w. w swej kronice, że jedzono na nich do woli
i pito, póki nikt nie został trzeźwy.
Rod i Dola. O przychylność bogów warto było zabiegać, bo właśnie oni
zawczasu określali los człowieka. Rodzenice, trzy boginie przeznaczenia, niczym
mityczne Mojry pojawiały się przy kołysce dziecka, aby rozstrzygnąć jego
przyszłość. Wśród Słowian szafarkom losu towarzyszył bóg Rod, związany zapewne
z płodnością i czczony szczególnie na Rusi. Jeszcze w XV w. pojawia się tam
wzmianka o Rodzie, który siedzi w powietrzu i miota grudy na ziemię, z czego rodzą
się dzieci. Gdzie indziej wierzono z kolei w Dolę, ducha opiekuńczego, który przez
całe życie towarzyszy człowiekowi, a czasem może nawet przejść z ojca na syna.
Dobrze więc, jeśli śmiertelnikowi trafi się Dola życzliwa i pracowita, gdyż wówczas
życie układa mu się pomyślnie i dostatnio. O taką Dolę należy się troszczyć i ją
szanować, aby się nie obraziła. Zresztą o przychylność innych bogów również
należało zabiegać. Doskonale wiedziały o tym matki, które przygotowywały
Rodzenicom poczęstunek z chleba, sera i miodu, licząc, że tak ugoszczone boginie
będą przychylniejsze dla ich dzieci.
Wróżby. Skoro przyszłość kształtowali bogowie, usiłowano ją poznać poprzez
wróżby. Kronikarze nie zapisali wielu prostych domowych sposobów odczytywania
przyszłych wydarzeń. Wiemy na przykład, że kobiety na Rugii kreśliły od niechcenia
linie w popiele. Jeśli się później okazało, że liczba linii jest parzysta, wróżba
wypadała pomyślnie. Powszechną praktyką było też rzucanie losów. Wybierano trzy
drewienka, najprawdopodobniej po prostu rozszczepiano gałązki, tak że z jednej
strony losy były białe, a z drugiej pokryte korą. Jeśli losy wypadły białą stroną
drewienka, wróżba była pomyślna, jeśli zaś ciemną — niepomyślna. Co ciekawe,
171

wydaje się, że ten obyczaj przetrwał długo i być może wyjaśnia zagadkowe zabobony
Władysława Jagiełły, które wielce bulwersowały kronikarza Jana Długosza. Król
miał bowiem zwyczaj o poranku odprawiać gusła. Okręcał się trzy razy i rzucał za
siebie gałązkę, przełamaną na trzy małe kawałki.
Znacznie więcej informacji zachowało się o wróżbach publicznych,
dokonywanych w świątyniach bogów połabskich i pomorskich. Tam wróżbami
zajmowali się kapłani. A ponieważ wyrocznia rozstrzygała o sprawach
najważniejszych, takich jak wojna, pokój, nieurodzaj, dostatek, znaczenie sług
świątyni było ogromne i na Rugii cieszyli się większym poważaniem niż władca.
Wróżono rozmaicie. Dostatek odczytywano z rogu obfitości, który tkwił w prawej
dłoni posągu bóstwa. W naczynie uroczyście nalewano miodu pitnego lub wina. Jeśli
po zebraniu plonów okazało się, że róg pozostał nadal pełny, przyszłe zbiory miały
być obfite. Podobne znaczenie miał olbrzymi obrzędowy kołacz, który ofiarowywano
Świętowitowi: jego wielkość miała zapowiadać przyszłe zbiory.
We wróżeniu wykorzystywano również święte konie z pomorskich świątyń.
Odległe echo tego obrzędu pojawia się w „Starej baśni” w rozważaniach kmieci nad
sposobem wyboru nowego władcy. Jeśli potrzebowano rady boga, na placu przed
świątynią wbijano w ziemię trzy rzędy skrzyżowanych włóczni. Kapłan
przyprowadzał konia i jeśli zwierzę przestąpiło włócznie prawą nogą, wróżba
wypadała pomyślnie. Ale aby mieć pewność, że intencje boga zostały odczytane
poprawnie, wróżbę powtarzano dwu- lub trzykrotnie. Przy czym nie bez
podejrzliwości wypada zauważyć, że tresurą koni zajmowali się kapłani, więc ich
wpływ na wróżbę mógł nieco wykraczać poza bierne odczytywanie wyroków losu.
Folklor i literatura. Świat pogańskich wierzeń Słowian zaczął znikać wraz ze
zwycięskim pochodem chrześcijaństwa. Święty czarny koń ze szczecińskiej świątyni
został sprzedany wieśniakowi i zaprzęgnięty do jarzma. Ścinano święte drzewa, na
miejscu dawnych miejsc kultu budowano kościoły. Na Pomorzu posągi bogów
obalono, a ich samych strącono do rangi demonów, przeciwników prawdziwego
Boga. Ale pomniejsi bogowie, choć skarlali i stopniowo ogołacani z mocy, przetrwali
jeszcze bardzo długo w folklorze, opowieściach ludowych i literaturze.
Anna Brzezińska
Autorka jest mediewistką, studiowała historię na KUL i mediewistykę na
Central European University w Budapeszcie. Najpopularniejsza polska pisarka
fantasy.
172

POLSKIE DOWCIPY O STUDENTACH
Pewien student miał za tydzień egzamin z zoologii. Nie miał zamiaru uczyć się
całego tematu więc dowiadywał się o ulubiony temat profesora, który go
egzaminował. Były to robaki. Nadszedł dzień egzaminu. Wchodzi pierwszy student.
Po chwili wychodzi. Koledzy go pytają:
- O co cię pytał?!
- O lwa!
Wchodzi i wychodzi następny.
- O co cię pytał?! — pytają znowu pozostali studenci.
- O wieloryba!
I tak nadeszła kolej naszego studenta. Bardzo przestraszony na chwiejących się
nogach wchodzi na salę. Profesor:
- Dzień dobry! Proszę opowiedzieć mi o słoniu!
A student na to:
- Hmh... ta... więc... no... słonie mają duuuże uszy... są duuuże i baaardzo
ciężkie... i... wiem! Mają trąbę w kształcie robaka, a robaki dzielą się na... !
Pewien dziennikarz postanowił zrobić wywiad na uczelni technicznej. Jednym
z podstawowych pytań było określenie czasu jaki potrzeba na opanowanie języka
chińskiego. Podchodzi do prof. dr hab. i pyta:
- Panie profesorze, ile pan potrzebuje czasu, aby nauczyć się chińskiego?
- No tak, aby dość dobrze się nim posługiwać to 7 lat.
Idzie do doktora:
- Panie doktorze, ile pan potrzebuje czasu, aby nauczyć się chińskiego?
- Sądzę, że w ciągu 5 lat to bym się nauczył.
Idzie do doktoranta i zadaje to samo pytanie. Doktorant odpowiada, że 2 lata
wystarczą. W końcu podchodzi do studenta:
- Te stary, ile potrzebujesz czasu, aby nauczyć się chińskiego?
Na co student spojrzał się ze zdziwieniem i pyta:
- A na kiedy trzeba??
Rozmawiają dwaj studenci:
- Jak mam napisać rodzicom, że znów oblałem egzaminy? — pyta jeden.
- Napisz... — odpowiada drugi — ... «Już po egzaminach, u mnie nic
nowego!»
Student spóźnił się na wykład historii starożytnej. Po chwili zaczął się w ławce
nieznośnie wiercić, zaczepiać innych studentów, i ogólnie robił wielkie zamieszanie.
Profesor w końcu nie wytrzymał. Podszedł do studenta i wściekły wycedził przez
zęby:
173

- Młody człowieku! Jak ty się zachowujesz?! Uwłaczasz godności studenta. Co
z ciebie wyrośnie? Co ty zamierzasz robić w życiu? Czy ty wiesz, że w twoim wieku
Aleksander Wielki był władcą całego znanego ówczesnego świata?
Na to student z niezmąconym spokojem:
- Tak panie profesorze, ale jego nauczycielem był Arystoteles.
Profesor filologii polskiej na wykładzie:
- Jak państwo wiecie w językach słowiańskich jest nie tylko pojedyncze
zaprzeczenie. Jest też podwójne zaprzeczenie. A nawet podwójne zaprzeczenie jako
potwierdzenie. Nie ma natomiast podwójnego potwierdzenia jako zaprzeczenia.
Na to student z ostatniej ławki:
- Doobra, doobra.
Student skarży się właścicielowi, że w wynajmowanym pokoju są myszy.
- To niemożliwe!
- Proszę się przekonać na własne oczy! — Sypie na środek pokoju okruszki.
Wybiega jedna myszka, druga, trzecia, rybka, czwarta myszka... Właściciel patrzy
zbaraniały:
- Jakim cudem rybka?!...
- To znaczy sprawę myszy mamy ustaloną. Przejdźmy teraz do wilgoci...
Student zdaje egzamin. W pewnej chwili profesor wskakuje na biurko.
Zdziwiony student pyta:
- Co pan robi?
- Tak lejesz wodę, że boję się, żebym sobie butów nie pomoczył.
Ćwiczenia z analizy matematycznej. Profesor nakazuje wyprowadzić jakiś
dowód matematyczny, oczywiście nikt nie umie... W końcu sam wypisuje ów dowód
na tablicy z komentarzem:
- No popatrzcie, przecież nic tu nie zrobiłem mądrego...
Na to glos z sali:
- Od miesiąca nic pan tu nie robi mądrego!
174

NIE ZNAJĄ SIĘ NA MATMIE, ALE ŚWIETNIE RADZĄ SOBIE Z
DZIEĆMI? ROZBRAJAMY STEREOTYPY O KOBIETACH
(Polityka.pl, 7 sierpnia 2017)
Szkolenie kobiet z zakresu IT nie ma sensu, bo się do tego nie nadają? To tylko
wierzchołek góry lodowej stereotypów. Omawiamy najbardziej dotkliwe z nich.
„Hitem” sieci stała się 10-stronicowa notatka jednego z pracowników
Google'a, który stwierdził w niej, że „kobiety rzadko obejmują wysokie stanowiska w
branży technologicznej nie z powodu uprzedzeń i dyskryminacji, ale z powodu różnic
biologicznych między mężczyznami a kobietami”. Do tego rezolutny inżynier
przekonywał, że prowadzenie przez Google programów edukacyjnych dla kobiet jest
błędem.
Całe szczęście notatka wyciekła, wzbudziła powszechne oburzenie, korporacja
odcięła się od zawartych w niej twierdzeń, a pracownik będzie musiał stawić czoła
konsekwencjom. Bez względu na tę historię, co jakiś czas do opinii publicznej
przebijają się podobne „teorie”, które bazują na stereotypach, nadając im pozór
naukowości lub czegoś „naturalnego”.
Przytaczamy najbardziej krzywdzące z nich i wyjaśniamy, dlaczego są błędne.
Mózgi kobiety i mężczyzny różnią się
- To kwestia biologii! — zawyrokował rzutki programista Google'a,
uzasadniając dlaczego Panie nie radzą sobie z komputerami. Cóż mógł mieć na
myśli, mówiąc o „różnicach biologicznych między mężczyznami a kobietami”?
Raczej nie chodziło mu o muskulaturę. Wszak stereotypowo (trzymajmy się
narzuconej przez tego pana konwencji) informatycy nie słyną z pokaźnych bicepsów.
Więc prawdopodobnie sprawa rozbija się o mózg.
Stereotyp wiążący mniejszy mózg kobiety z mniejszą inteligencją jest stary, że
aż strach i przez lata służył za pseudonaukowe uzasadnienie mizoginii. Od zakazu
studiowania na uniwersytetach w wersji hard, aż po nieco lżejsze uzasadnianie
stereotypów rodem z bestsellera „Kobiety są z Marsa, a mężczyźni z Wenus”.
Problem polega na tym, że wszystkie te argumenty nie mają z nauką nic wspólnego.
Owszem mózgi kobiety i mężczyzny są nieco inne (np. umysł kobiet jest o kilka
proc. mniejszy), ale nigdy nie znaleziono dowodu na to, że te różnice przekładają się
na inne zachowania u obu płci.
Co więcej, od jakieś czasu naukowcy są przekonani, że mózg płci nie ma. Jak
pisała Judyta Juranek na blogu Niedowiary: „Korzystając z różnorodnych technik
badawczych, naukowcy przebadali ponad 1400 mózgów kobiet i mężczyzn i odkryli,
że choć drobne różnice anatomiczne w budowie pewnych struktur mózgowia są
wykrywalne, to przy zastosowaniu większej skali różnice te się rozmywają,
przyczyniając się do powstania mozaikowatego obrazu mózgu bez wyraźnego
175

podziału na mózg żeński czy męski.” Mózgi więc może i się różnią, ale nic z tego nie
wynika.
Trzeba by raczej powiedzieć, że bez względu na to, jak kobieta się zachowa,
będzie to w niektórych kręgach uznane za napad histerii. Jeżeli mężczyzna podniesie
głos i krzyknie, oznacza to stanowczość. U kobiety takie zachowanie często będzie
odebrane jako emocjonalność. Nie bez powodu, kiedy kobiety zaczęły domagać się
swoich praw i możliwości decydowania o swoim życiu, panowie z pobłażliwością
mówili o napadzie histerii, który zaraz im przejdzie.
Drugą sprawą jest skłonność do płaczu. Organizm kobiety produkuje więcej
prolaktyny, dlatego paniom częściej może zebrać się na płacz przy oglądaniu filmu.
Jednak to, że kojarzymy płacz ze słabością jest usankcjonowane kulturowo. Kiedy
dzieci słyszą: „Nie maż się jak baba” lub „nie wypada ci tak płakać” zaczynają
uznawać płacz za objaw słabości i coś, co należy starannie ukrywać.
Kobiety lepiej radzą sobie z dziećmi, bo są ciepłe i wrażliwe
Wbrew obiegowej opinii panie wcale nie mają monopolu na wrażliwość i
ciepło. Wystarczy uczciwie rozejrzeć się po swoim najbliższym otoczeniu, aby
okazało się, że nie każda kobieta jest stereotypową mamą, która dba o to, żeby
nakarmić i pomóc wszystkim otaczającym ją osobom.
Takie przekonanie jest powiązaniem toposu matki-opiekunki domowego
ogniska z figurą kobiety. Skoro matka jest ciepła, wrażliwa i zaradna, a każda kobieta
jest matką, to wszystkie kobiety są chodzącymi wcieleniami anielskości. Z tym, że to
bujda. Praktyka pokazuje, że nie wszystkie matki są ciepłe i kochane. Oraz nie
wszystkie kobiety zostają matkami. I nie ma w tym nic złego.
Kobiety są słabe fizycznie (to biologia!), więc nie powinny podejmować
„męskiej” pracy
Prawie każda dyskusja o równouprawnieniu prędzej czy później kończy się
argumentem o obsłudze młota pneumatycznego lub wydobywaniu węgla. Kobiety
mają procentowo mniej masy mięśniowej niż mężczyźni, jednak używanie tego
twierdzenia w odniesieniu do rozmów o pracę jest zwyczajnie śmieszne.
Po pierwsze poprawnie należałoby powiedzieć, że statystycznie rzecz ujmując,
kobiety są słabsze fizycznie od mężczyzn. Nikt nie zamierza się z tym spierać, jednak
w przypadku pracy statystyka ma niewielkie znaczenie, ponieważ każda rozmowa
kwalifikacyjna to rozpatrzenie indywidualnych, a nie statystycznych możliwości
kandydata. A nikt chyba nie zaprzeczy, że np. Anita Włodarczyk jest silniejsza niż
niejeden pracujący przy komputerze mężczyzna. Nikt nie kłóci się z twierdzeniem, że
silny mężczyzna świetnie nada się do wymagającej pracy fizycznej. Jednak do tej
samej pracy lepiej nada się silna pani niż słaby pan. Tym, o co zabiegają feministki
jest jednostkowe rozpatrywanie możliwości każdego kandydata na dane stanowisko,
bez względu na płeć i towarzyszące jej statystyki.
176

Każda kobieta chce dziecka, bo macierzyństwo to jej przeznaczenie
Prawie każda kobieta kiedyś słyszała jakąś odmianę tego twierdzenia.
Zastanawiające jest, dlaczego niemal nigdy nie słychać jego lustrzanego
odpowiednika: „każdy mężczyzna chce dziecka, ponieważ ojcostwo jest jego
przeznaczeniem”. Z jakiś powodów to tylko los kobiety ma być uzależniony od
posiadania potomstwa.
Odpowiedź znajduje się w historii. Panowie zawsze mogli swobodnie szukać
satysfakcji w pracy, nauce i sztuce. Paniom przez wiele setek lat przypisane były dom
i dzieci, a próby wyjścia z takiego układu były surowo karane. Całe szczęście ten stan
rzeczy odszedł w zapomnienie. Kobiety mogą się kształcić, pracować, tworzyć i
realizować, a część z nich dochodzi do wniosku, że macierzyństwo nie pasuje do ich
planu na życie i (ku zgrozie konserwatystów) są szczęśliwe.
Kobiety są wierne i rzadziej zdradzają swoich mężów
Przez lata zdrada kobiety miała większy ciężar społeczny niż męska. Kiedy
mąż „szukał przygód” poza małżeńskim łożem, żona miała posłusznie pogodzić się z
faktami i zamykać oczy. Gdy sytuacja była odwrotna, kobieta nie mogła liczyć na
podobnie pobłażliwe traktowanie. Do tego podawano w wątpliwość nie tylko jej
wierność, ale też oddanie dzieciom oraz ogólną moralność.
Statystycznie do zdrady przyznaje się 28 proc. Polaków i 17 proc. Polek.
Jednak z roku na rok maleje liczba kobiet, które uchylają się od odpowiedzi na to
pytanie. Może to oznaczać, że panie przestały czuć, że panom wolno więcej i z
czasem procent zdradzających osiągnie mało chlubną równowagę.
Matka jest mniej wartościowym pracownikiem, dlatego trzeba jej płacić
mniej
Za tym twierdzeniem ukrywa się założenie, że skoro kobieta ma dziecko, musi
poświęcić się mu w 100 proc. i nie otrzyma pomocy ani od partnera, ani od innych
osób, więc będzie brała urlopy i zwolnienia, za każdym razem, kiedy coś się
wydarzy. Ciekawe, że podobne dylematy nie towarzyszą zatrudnianiu mężczyzny,
który jest ojcem...
Historia nie odnotowała wielu kobiet geniuszy
W jaki sposób kobiety miały odnieść sukcesy w nauce i sztuce, jeżeli przez
całe wieki nie miały dostępu do edukacji, a każda próba zarzucenia tradycyjnych ról
wiązała się ze społecznym linczem? Na uniwersytetach kobiety pojawiły się dopiero
w połowie XIX wieku, a do połowy XX wieku przyjmowało się, że nawet po
skończonych studiach wrócą grzecznie do domu i zajmą się praniem lub wspieraniem
kariery męża.
Tylko niewielka część z nich miała możliwości i siłę, żeby każdego dnia
zmagać się z dyskryminacją i niechęcią kolegów akademików. Jednak nawet mimo
tych trudności, historia odnotowała wiele wspaniałych biografii kobiet, które wniosły
duży wkład w naszą kulturę. O części z nich dowiadujemy się dopiero dziś, ponieważ
ich odkrycia i wkład w badania były przez lata pomniejszane i zamiatane pod dywan.
177

Paweł Walewski
WIRTUALNA RZECZYWISTOŚĆ SKUTECZNIEJSZA
NIŻ MORFINA? CZY WIRTUALNA RZECZYWISTOŚĆ
POTRAFI UŚMIERZAĆ BÓL? (Polityka.pl, 5 listopada 2017)
Bardzo możliwe, że już niedługo będziemy wychodzićz gabinetów lekarskich
nie z receptą na środki przeciwbólowe, ale z kompletem gogli VR. Najnowsze
badania lekarzy z Los Angeles są obiecujące.
Medycyna ma problem z bólem. Od dawna. Liczba dostępnych metod wcale
nie przeszła w jakość. Są to w zasadzie te same lub bardzo podobne specyfiki, które
stosowano od setek lat: opiaty wywodzą się przecież z opium otrzymywanego z
maku, kwas acetylosalicylowy wzorowany jest na salicynie pochodzącej z kory
wierzbowej. Dają ukojenie, lecz mają ograniczoną skuteczność i w dodatku długą
listę działań niepożądanych. Tę bezsilność farmakologii trudno wytłumaczyć,
obserwując postęp, jaki dokonał się w zwalczaniu innych chorób. Ale skoro ból
traktowano jedynie jako towarzyszący im objaw, łatwiej go było bagatelizować —
lekarze lekceważyli, a pacjenci wstydzili się do swoich dolegliwości przyznać. Przy
tym obopólnym milczeniu, a często płaczu w poduszkę, uporczywe cierpienie stało
się symbolem XX wieku. Czy obecne stulecie coś zmieni? Oto do arsenału metod
kuracji przeciwbólowych wkracza wirtualna rzeczywistość.
Szpital Cedars-Sinai w Los Angeles jest jedną z coraz większej liczby
placówek, gdzie postanowiono przetestować, jak zastosowanie okularów 3D i
specjalne programy wizualne mogą u pacjentów zmniejszyć odczuwanie bólu. W
różnych chorobach: od urazów (a więc przy bólach ostrych) po raka (gdzie ból często
staje się przewlekły). Google VR zamiast środków przeciwbólowych Stany
Zjednoczone od pewnego czasu borykają się z uzależnieniami od środków
opioidowych, więc wszelkie próby znalezienia innego panaceum witane są z dużymi
nadziejami. Pewnie i w Polsce znalazłaby się całkiem liczna grupa osób, które
przyjmują szeroko reklamowane tabletki przeciwbólowe w nadmiarze — niby
dlatego, że je coś boli, ale ponieważ nie potrafią sobie w żaden sposób z tym bólem
poradzić, nie zważając na brak efektów, stosują je w coraz większych ilościach. Bo
jaką mają alternatywę? Wirtualna rzeczywistość może wkrótce stać się jedną z nich,
jeśli badania wykażą, że naprawdę działa. A testy trwają w USA już od kilkunastu lat.
Jednym z pionierów jest Hunter Hoffman z University of Washington w
Seattle, drugim — dr Brennan Spiegel ze wspomnianego szpitala w San Francisco,
który zakłada pacjentom kaski z goglami, przenosząc ich w świat wirtualu. Piękne
obrazy, trójwymiarowe panoramy, widoki, błękit i biel — to uspokaja, pozwala
odłączyć myśli od bólu, zrelaksować się, być może nawet na jakiś czas zapomnieć o
cierpieniu.
178

Jak przyznaje Hoffman, tego rodzaju technika przynosi lepsze efekty przy
bólach ostrych, gdyż przez 20 minut łatwiej odwrócić uwagę pacjenta od miejsca,
gdzie obecnie się znajduje. Gorzej z bólami przewlekłymi. Czy to się sprawdzi?
Brennan Spiegel testuje specjalnie opracowane filmy, które — oglądane w technice
3D — odciągają uwagę pacjentów od doczesnego świata. Pływają z delfinami, latają
helikopterem nad fiordami Islandii lub po prostu siedzą na plaży i rozmyślają o życiu.
Głos w słuchawce uczy ich jednocześnie specjalnej techniki oddechu i relaksacji.
Medytacja i poznawcza terapia behawioralna są dobrze znanymi technikami
radzenia sobie z bólem, ale większość lekarzy nie oferuje ich pacjentom, ponieważ
obawiają się, że nikt w to nie uwierzy. Obietnica pigułki jest dużo bardziej
wyczekiwana. Kto by chciał leczyć się placebo? Okazuje się jednak, że pozytywne
myślenie i przyjemne obrazy mogą również działać na poziomie molekularnym,
blokując sygnały bólowe docierające do mózgu. Wszystkie tropy związane z
poszukiwaniem skutecznej metody przeciwbólowej, jak i samo poznawanie
fenomenu bólu, należy mocno docenić i je wspierać. Każdy z nas ma inny próg bólu i
indywidualną wrażliwość — co wynika z uwarunkowań genetycznych — ale na ile
selektywne mogą być mechanizmy odpowiedzialne za przekazywanie impulsów
bólowych, tego jeszcze nikt nie wie. Personalizacja leczenia będzie wymagać od
lekarzy, by działali na wybrane drogi przenoszenia bodźców, które u konkretnego
chorego odgrywają najważniejsze znaczenie.
Być może w niedalekiej przyszłości będziemy wychodzić ze szpitali i
gabinetów lekarskich z zestawem gogli VR zamiast recepty na leki przeciwbólowe?
Proszę się nie śmiać. Psychiczne nastawienie do odczuwania bodźców bólowych jest
bardzo ważne. Odziedziczyliśmy po rodzicach różną gęstość i rodzaj receptorów
czuciowych, ale sposób reakcji na ból można wyćwiczyć. Na tym polega
kompleksowa rehabilitacja, która powinna koncentrować się nie tylko na
przywracaniu funkcji chorych narządów, lecz również na nauce radzenia sobie z
bólem. Żadnej terapii, gdy tradycyjne leki zawodzą, nie powinniśmy lekceważyć.
179

Приложение 3
ТЕСТЫ
Test I. Czytanie ze zrozumieniem
I. Tekst «Jak jeść w samolocie»
Proszę uważnie przeczytać tekst:
Kilka lat temu, podczas podróży samolotowej (do Amsterdamu i z powrotem)
straciłem dwa krawaty, dwie koszule, dwie pary spodni, marynarkę oraz kamizelkę.
Podczas lotów na trasach międzynarodowych obowiązuje dobry zwyczaj podawania
jedzenia. Wiadomo jednak, że w fotelu jest ciasno, na stoliku jest niewiele miejsca, a
samolot czasem się kołysze. Poza tym serwetki w samolocie są maleńkie. Zdrowy
rozsądek nakazywałby podawać pokarmy, które są wygodne do jedzenia, gęste.
Pokarmem gęstym jest na przykład kotlet po mediolańsku, mięso z rusztu, sery, frytki
i pieczony kurczak. Pokarmy plamiące to spaghetti, bakłażany po parmeńsku, pizza
dopiero co wyjęta z pieca.
Rzecz w tym, że typowe danie w samolocie składa się z mięsa w brązowym
sosie, obfitych porcji pomidorów, drobno posiekanych jarzyn moczonych w winie, a
poza tym z ryżu i groszku z sosem. Wszyscy doskonale wiedzą, że groszki są
nieuchwytne — dlatego właśnie nawet wielcy mistrzowie kuchni nie potrafią
przyrządzić groszku nadziewanego — a już zwłaszcza jeśli ktoś się uprze, żeby, jak
nakazują dobre maniery, jeść je widelcem, nie zaś łyżeczką. Proszę mi tylko nie
mówić, że w gorszej sytuacji są Chińczycy, zapewniam bowiem, że łatwiej chwycić
groszek pałeczkami niż nabić na widelec. Dodajmy, że groszek podaje się wyłącznie
wtedy, gdy samolotem zaczyna rzucać i kapitan wydaje polecenia zapięcia pasów. W
konsekwencji tego groszki albo wpadają za kołnierz, albo do spodni.
Starodawni bajkopisarze nauczają, że jeśli chce się uniemożliwić lisowi picie
ze szklanki, trzeba podać mu szklankę wysoką i wąską. Szklanki w samolotach są
niskie, podobne do miseczek. Jest rzeczą oczywistą, że wskutek działania praw fizyki
wszelki płyn przelewa się, nawet jeśli nie ma żadnych zawirowań powietrza. Jako
pieczywo nie jest podawana francuska bagieta, lecz chleb, wybuchający w obłoczek
drobniutkiego pyłu, jak tylko się go ugryzie. Zgodnie z zasadą Lavoisiera pył ów
znika tylko pozornie; po wylądowaniu człowiek odkrywa, że cała ta substancja
osiadła na fotelu i oblepiła spodnie — także na siedzeniu. Deser albo przypomina
bezę i natychmiast kruszy się w palcach, albo je oblepia. Pozostaje co prawda
chusteczka odświeżająca, ale nie sposób odróżnić jej od torebeczek z solą, pieprzem i
cukrem, wskutek czego najpierw posypał człowiek surówkę cukrem, a potem wrzucił
180
Соседние файлы в предмете [НЕСОРТИРОВАННОЕ]
