Добавил:
Upload Опубликованный материал нарушает ваши авторские права? Сообщите нам.
Вуз: Предмет: Файл:
Lem Stanislaw - Summa Technologiae.rtf
Скачиваний:
3
Добавлен:
01.05.2025
Размер:
1.5 Mб
Скачать

Wzmacniacz inteligencji

Ogólna tendencja matematyzacji nauk, także i takich, które dotychczas tradycyjnie narzędzi matematycznych nie używały, po biologii, psychologii i medycynie obejmuje z wolna nawet humanistykę, na razie co prawda pod postacią raczej osamotnionych prób partyzanckich, jakie obserwować można na przykład w dziedzinie językoznawstwa (lingwistyki teoretycznej), czy teorii literatury (zastosowanie teorii informacji do badania tekstów literackich, w szczególności — poetyckich). Zarazem jednak natrafiamy na pierwsze oznaki zjawiska niezwykłego i raczej nieoczekiwanego, mianowicie niewystarczalności matematyki (wszelkiej) dla realizacji pewnych, zaledwie niedawno sformułowanych celów na froncie dociekań najbardziej zaawansowanym spośród wszystkich najnowszych; chodzi tu o zadania stawiane samoorganizującym się układom homeostatycznym. Wymieńmy, przykładowo raczej, kilka podstawowych problemów, w których po raz pierwszy specjaliści zetknęli się z ową niedomogą matematyki. Będą to — zbudowanie wzmacniacza inteligencji, samoprogramującego się automatu sterującego dla przemysłu, wreszcie — to zadanie najszersze — uniwersalnego homeostatu o złożoności porównywalnej z naszą własną, ludzką.

Wzmacniacz inteligencji, po raz pierwszy postulowany jako realny program konstrukcyjny bodajże przez Ashby’ego*, ma stanowić w dziedzinie działań umysłowych ścisły odpowiednik wzmacniacza siły fizycznej, jakim jest każda sterowana przez człowieka maszyna. Wzmacniaczem siły jest samochód, koparka, dźwig, obrabiarka, w ogóle każde urządzenie, w którym człowiek „podłączony jest” do układu sterującego jako źródło regulacji, a nie siły. Wbrew pozorom, odchylenia indywidualnego poziomu inteligencji od przeciętnej nie są większe od takich odchyleń w zakresie sprawności fizycznej. Przeciętny iloraz inteligencji (mierzony najczęściej stosowanymi testami psychologicznymi) wynosi około 100 do 110; u osób wybitnie inteligentnych dochodzi do 140–150, a górna granica, osiągana nadzwyczaj rzadko, leży około 180–190. Otóż wzmacniacz inteligencji o takim mniej więcej mnożniku, jak przeciętna uwielokrotnienia siły robotnika przez obsługiwaną przezeń maszynę w przemyśle, wykazałby iloraz inteligencji rzędu 10 000. Możliwość skonstruowania takiego wzmacniacza jest nie mniej realna od możliwości zbudowania maszyny sto razy silniejszej od człowieka. Co prawda, szansę konstrukcji są na razie niezbyt wielkie, w znacznej mierze dlatego, że pierwszoplanowa jest raczej budowa innego urządzenia — wspomnianego już automatu sterującego dla przemysłu („homeostatycznego mózgu fabryki automatycznej”). Zatrzymam się jednak na przykładzie wzmacniacza dlatego, ponieważ lepiej można na nim uwidocznić podstawową trudność, na jaką natyka się tu konstruktor. Rzecz w tym, że musi on zbudować urządzenie „mądrzejsze od niego samego”. Jasne jest, że jeśliby chciał postępować zgodnie z metodą, w stosowanej cybernetyce już tradycyjną, to jest sporządzić odpowiedni program działania dla maszyny, zadania postawionego nie rozwiąże, ponieważ ten program zakreśla już granice „inteligencji”, jaką może osiągnąć budowane urządzenie. Pozornie —ale tylko pozornie — problem wydaje się nierozwiązalnym paradoksem, w rodzaju propozycji, żeby samego siebie podnieść za włosy (i to jeszcze, mając do nóg przywiązany stutonowy ciężar…). Istotnie, problem jest nierozwiązalny, przynajmniej według dzisiejszych kryteriów, jeżeli postulować konieczność poprzedzającego budowę wzmacniacza sporządzenia teorii, siłą rzeczy matematycznej. Istnieje jednak, na razie znane tylko jako możliwość hipotetyczna, całkiem odmienne podejście do zadania. Szczegółowa wiedza o konstrukcji wewnętrznej wzmacniacza inteligencji nie jest nam dostępna. Być może, jest ona całkiem zbędna. Być może, wystarczy potraktować ów wzmacniacz jako „czarną skrzynkę”, jako urządzenie, o którego planie wewnętrznym i kolejnych stanach nie mamy najbledszego wyobrażenia, natomiast interesować nas będą wyłącznie końcowe rezultaty działania. Wzmacniacz ów posiada, jak każde szanujące się urządzenie cybernetyczne, „wejścia” i „wyjścia”. Pomiędzy nimi rozpościera się strefa naszej ignorancji, ale co to szkodzi, jeżeli tylko będzie ta maszyna rzeczywiście zachowywać się jak intelekt o ilorazie inteligencji rzędu 10 000?

Ponieważ metoda jest nowa i dotychczas nigdy nie stosowana, brzmi, przyznaję, nieco jak koncept z absurdalnej komedii raczej aniżeli technologiczna recepta produkcyjna. Ale oto przykłady, które być może zastosowanie jej uprawdopodobnią. Można, dajmy na to (robiono to) do małego akwarium, w którym znajduje się kolonia wymoczków, wsypać nieco sproszkowanego żelaza. Wymoczki, wraz z pożywieniem, pochłaniają też drobne ilości owego żelaza. Gdy teraz przyłożymy z zewnątrz do akwarium pole magnetyczne, będzie ono w określony sposób wpływało na ruchy wymoczków. Otóż zmiany natężenia pola, to są zmiany „sygnałów” na „wejściu” naszego „homeostatu”, stany „wyjścia” zaś determinuje samo zachowanie się wymoczków. Nie o to chodzi, że na razie nie wiemy, do czego by dało się ów „wymoczkowo–magnetyczny” homeostat zastosować, ani że nie ma on w tej postaci nic wspólnego z hipotetycznym wzmacniaczem inteligencji. Istota rzeczy w tym, że chociaż nie znamy wcale rzeczywistej złożoności poszczególnego wymoczka, chociaż nie umiemy bynajmniej narysować jego schematu konstrukcyjnego tak, jak się rysuje schemat maszyny, to jednak udało się z tych, nie znanych nam szczegółowo, elementów złożyć pewną nadrzędną całość, podlegającą prawom systemowym, posiadającą „wejścia” i „wyjścia” sygnałów. Zamiast wymoczków można zastosować na przykład pewne rodzaje koloidów albo przepuszczać prąd elektryczny przez wielofazowe roztwory, przy czym pewne substancje mogą się wówczas wytrącać, zmieniając przewodliwość roztworu jako całości, co z kolei dać może efekt „dodatniego sprzężenia zwrotnego”, to jest wzmocnienia sygnału. Przyznajmy zaraz, że jak dotąd próby te nie dały jakichś przełomowych rezultatów i że jest sporo cybernetyków, którzy nieprzychylnie patrzą na to heretyckie odejście od tradycyjnego operowania elementami elektronowymi, to poszukiwanie nowych materiałów, nowych budulców pod pewnymi względami zbliżonych do budulca żywych ustrojów (co wcale nie jest przypadkowe!)*.

Nie przesądzając rezultatu takich dociekań, rozumiemy teraz już nieco lepiej, jak można z elementów „niezrozumiałych” budować układy funkcjonujące tak, jak nam to odpowiada. Zachodzi tu, u samych podstaw konstruktorskiej działalności, zasadnicze przesunięcie metodyczne. Inżynieria dotychczasowa zachowuje się trochę jak ktoś, kto nie spróbuje nawet przeskoczyć przez rów, dopóki nie ustali wpierw teoretycznie wszystkich istotnych parametrów i ich związków — a więc, dopóki nie zmierzy lokalnej siły grawitacji, sprawności własnych mięśni, nie pozna dokładnie kinematyki poruszeń swego ciała, charakterystyki procesów sterowania zachodzących w móżdżku, itd. itp. Technolog–heretyk ze szkoły cybernetycznej natomiast zamierza po prostu przez rów przeskoczyć i sądzi, nie bez słuszności, że jeżeli mu to się uda, problem tym samym zostanie rozwiązany.

Powołuje się on przy tym na fakt następujący. Byle działanie fizyczne, jak ów wspomniany skok, wymaga przygotowawczej i realizacyjnej pracy mózgu, która jest niczym innym, jak tylko niezmiernie zawiłą sekwencją matematycznych procesów (gdyż do nich sprowadza się w ogóle wszelka praca mózgowej sieci neuronów). Jednakże ten sam skoczek, który przecież „ma w głowie” całą ową mózgową matematykę skoku, w ogóle nie będzie umiał wypisać na papierze jej teoretyko–matematycznego odpowiednika, jakim byłaby odpowiednia ilość ścisłych wzorów i przekształceń. Wynika to zdaje się stąd, że ta „biomatematyka”, którą praktykują wszystkie w ogóle żywe organizmy z wymoczkiem włącznie, dla jej werbalizacji matematycznej w rozumieniu klasycznym, szkolnym czy uniwersyteckim, wymaga kilkakrotnego przełożenia tworzących całe systemy impulsów z języka na język —z bezsłownego i „automatycznego” języka procesów biochemicznych i przepływu neuronowych pobudzeń na język symboliczny, którego formalizowaniem i konstruowaniem zajmują się całkiem inne połacie mózgu, aniżeli te, które bezpośrednio tamtą, „wrodzoną matematykę” nadzorują i realizują. Otóż, klucz zagadnienia w tym właśnie, żeby wzmacniacz inteligencji nie musiał formalizować, konstruować, werbalizować, ale żeby działał tak automatycznie i „naiwnie”, ale też zarazem tak sprawnie i niezawodnie, jak procesy neuronowe naszego skoczka — żeby nie robił niczego oprócz transformowania bodźców wpływających przez „wejścia”, aby dostarczyć na „wyjściach” gotowe rozwiązanie. Ani on, ów wzmacniacz, ani konstruktor jego, ani nikt zgoła nie będzie wiedział, jak on to robi — ale będziemy mieli to, na czym nam wyłącznie zależy: rezultaty.

Соседние файлы в предмете [НЕСОРТИРОВАННОЕ]