Добавил:
Upload Опубликованный материал нарушает ваши авторские права? Сообщите нам.
Вуз: Предмет: Файл:
Kraszewski Ignacy - Dzieje Polski 27 - Adama Po...doc
Скачиваний:
0
Добавлен:
01.04.2025
Размер:
1.22 Mб
Скачать

I ten także pod ordynans króla się stawił, a pomimo iż sam tak niepoczesno wyglądał, znaleźliśmy piechotę jego, którą król oglądał, w bardzo pięknym porządku, czysto odzianą I dobrze uzbrojoną.

Obawiał się dotąd król Jegomość, aby go pod Wiedniem z akcją nie uprzedzono i nie nadwerężono planów jego, ale tu się mógł z rozmów przekonać, iż nie tylko się o to lękać nie potrzebował, ale opieszałych i ociągających się napędzać było potrzeba.

Rzecz oczywista, że nie bardzo pewni siebie, gdy do ostatecznej rozprawy, która o losie miasta i kraju rozstrzygać miała, przychodziło, wahać się musieli.

Z królewicza Jakuba, któremu towarzyszów stałych król dotąd nie wyznaczał, mając trudność w wyborze ich, dosyć kontent dotąd był, jako też z hrabiego Maligny, którzy oba nieodstępnie mu towarzyszyli.

Przy królu sypiali, oprócz nas, na zawołanie będąc podskarbi nadworny Modrzejowski i starosta łucki Miączyński.

Jeszcze tu zapisać i powtarzać muszę wielką admirację moją dla pana naszego, bom go nigdy tak pracowitym nie widział, tak niezmordowanym a o jadle, o śnie, o spoczynku zapominającym.

Mil dziesięć do mostów i nazad na rozstawnych koniach zrobić jednego dnia, bez odetchnienia prawie, to dla niego nic.

Ale Dumoulin i Jonasz powiadają, że już z tuszy cokolwiek spadł prorokując, że schudnąć musi, co mu na korzyść wyjdzie.

Na twarzy rumiano wygląda, choć policzki nieco opadły.

Do mostu pod Tulmem zbliżając się, osobliwego posła papieskiego spotkaliśmy, którego król i wszyscy z nadzwyczajnym respektem przyjmowali, chociaż, Boże odpuść, nie wyglądał lepiej od naszych kwestarzów albo raczej grubszą jeszcze suknią odziany, nogi bose, habit na gołym ciele.

Jest to wielkiej świętobliwości zakonnik kapucyn, ojciec Marek, którego wszędzie za niemal już błogosławionego za żywota ludzie mają, dar mu proroczy przyznają i do rąk się cisną.

Opisać go chyba nie potrafię, ale takim sobie wyobrażam onego świętego Kapistrana, o którym w żywotach czytałem.

Postawa dosyć piękna, ale kości na nim i skóra ogorzała, świecąca jak pergamin, oczy pałające ogniem jakimś, szczególniej gdy się modli, zdaje się naszego świata nie widzieć wcale.

Odzież na nim gruba, sznurem prostym przepasana, nogi w trepkach, ręce tylko z twarzą nie pasują, bo białe i piękne, choć wychudłe.

Królowie i książęta dla niego - jakby ich nie znał ani potrzebował wiedzieć, czym są, bo dla wszystkich i dla najmizerniejszego pacholika jednakim jest.

Do króla Jegomości snadź osobne polecenie miał od Ojca Świętego, bo sam go szukał, a przy powitaniu ze łzami niemal błogosławił, po czym na osobności z nim więcej pół godziny strawił.

Słyszałem, jak potem król hrabiemu Maligny rozpowiadał, iż ojciec Marek cesarza wprzódy widział i napominał go, ukazując, za co Pan Bóg te kraje tak surowo karze.

Przy czym upewnił, że cesarz się nie zbliży do wojsk, bo mu on to nie tylko odradzał, ale wzbronił.

Król rad temu był, gdyż go sobie nie życzył, a pono i sam cesarz ochoty wielkiej nie okazywał w tę matnią wpaść, bo wojska się ruszały w góry, wąwozy i lasy ku Wiedniowi, gdzie Tatarowie łacno z tyłu niepokoić mogli.

Nabożeństwo, które odprawiał ojciec Marek, do żadnego zwykłego podobnym nie było.

Król i starszyzna z rąk pobożnego kapłana komunię świętą przyjmowali, przy czym głośno pytał, czy mają w Bogu ufność, i za sobą po razy kilka powtarzać kazał: "Jezus Maria".

Otucha wielka z tym świętobliwym mężem wstąpiła we wszystkich, jakby go tu Pan Bóg nam zesłał w tym momencie, gdy męstwa dodać było potrzeba.

Przeprawa przez mosty, które nareszcie gotowe stanęły, dosyć kłopotliwa była, bo ciągle tu i ówdzie się coś psuło, a deszcze i ślizgawica wozom nie na pożytek.

Za Dunajem kraj, mówiono, wygłodzony i opustoszały, gdyż Tatarowie tu stali przez niedziel kilka" a po nich jak po szarańczy niczym się już nie pożywi.

Drogi przez góry, wąwozy i gęstwinę leśną trudne i niepewne, przewodników tak jak nie dostać, a karty i mapy okazywały się, na co król bardzo utyskiwał, albo fałszywe, lub niewystarczające.

Przodem miały iść piechoty i dla jazdy drogi trzebić, rozszerzać i wyrąbywać.

Największa męka z wozami była, których porzucić niepodobna a ciągnąć je z sobą niewymownie trudno przychodziło, szczególniej dla koni i paszy, bo tu trawy ani na lekarstwo.

Nie były też budowane na takie bezdroża kamieniste, przez jakie się z ciężarem wlec musieliśmy.

Dotąd król ze wszystkich rad, na nikogo się nie skarżył, książę Lotaryński i Saski oba go słuchali, ordynanse przyjmowali i do nich się rekomendowali; oprócz nich książąt Rzeszy Niemieckiej na łeb, na szyję zbiegało się mnóstwo, którzy opóźniwszy się, a zasłyszawszy o królu, pośpieszali dniem i nocą.

Słyszeliśmy o Bawarskim, dwu Neuburskich, Hanowerskim, Anhalt i innych, których imion nie pochwytałem.

Oprócz tego ochotnika, niby krzyżowców, różnych narodowości, chciwych boju pod takim wodzem, kawalerów siła było, którzy po różnych oddziałach się rozmieszczali.

Książę Saski z wielkim podziwieniem kawalera Maligny, ciągle w swej czerwonej przepłowiałej sukni, obok naszego pana objeżdżał wojska, niby ze dworu jego ktoś, niepodobny wcale do panującego.

Na koniu u rzędzika srebra ledwo dojrzeć było, paziów ani lokajów przy nim żadnych, namiociska z prostego cwilichu.

Asystencja przy nim - sami oficerowie, brzuchatych dosyć i twarze tęgo rumiane.

Języka prawie co dzień dostawaliśmy, który na jedno się wszystek godził, że w obozie tureckim o przybywaniu króla naszego nie wiedziano albo raczej wierzyć na żaden sposób nie chciano.

Podjazdy nasze powracające powiadały, że dział strzelania pod murami srogiego nie słychać, z muszkietów tylko ognia dają i pono miny kopią, a Czarny Mustafa nierad miasta szturmem brać dla łupu, bo grabieży przy zdobyciu gwałtownym nie uniknąć, a jemu się chce owe skarby niezmierne, jakich się w Wiedniu spodziewa, samemu zagarnąć.

Stąd ta jego powolność i zwłoki, czemu król rad był, bo się niczego więcej nie obawiał nad to, jak żeby bez nas się obeszli i nas kto nie uprzedził.

Widzimy teraz, że strach ten był płonny, bo gdyby nie odsiecz, Wiedeń by się poddać musiał.

Tak dalece w króla tu nie wierzono i nie spodziewano się go, że poseł od Tókólyego, który do Lotaryńskiego przybył, ofiarując pośrednictwo jego dla uzyskania armistycjum - zobaczywszy naszego pana, języka w gębie zapomniał.

Nie wiem, czym o tym pisał, że Tókóly dla króla względy miał wielkie, bo się go obawiał i posłusznym być musiał.

Przez tego więc posła Talentiemu król kazał napomnienie cyframi Tókólyemu wysłać, aby pamiętał, do czego się zobowiązał, chceli być cały.

Соседние файлы в предмете [НЕСОРТИРОВАННОЕ]