- •Język polski teksty do czytania I mówienia alfabet
- •Zapoznajmy się
- •Kim jestem? jakim jestem? zawód, nazwy narodowości
- •Historia zawodów oczami feministki
- •Owoce I warzywa
- •Przygody amatora sportu
- •Czym się zajmijesz?
- •Zainteresowania
- •Środki komunikacji
- •Kupię sobie samolot
- •Idealny człowiek
- •Idziemy na zakupy
- •Jak odpoczywam
- •Dzień powszedni
- •Rozkład dnia
- •Program telewizijny
- •Na dworcu
- •Jadę pociągiem
- •W restauracji
- •Wykwintna kolacja
- •Oglądam balet
- •Pory roku
- •O koliczności I święta
Środki komunikacji
Ojciec wybiera się do krawca, bo musi uszyć sobie nowy garnitur. Ale krawiec, u którego ojciec szyje ubrania, przeprowadził się do nowego mieszkania; mieszka teraz przy ulicy Łokietka. Ojciec dobrze nie wie, gdzie to jest. Wie tylko, że musi pojechać trzy przystanki szesnastką. A potem zapyta o drogę przechodniów. To na pewno trochę potrwa. Autobusem jest szybciej, ale tato nie wie, który tam jedzie.
Pan Jarecki: Proszę pana, chcę dojechać na Łokietka, czy szesnastką tam dojadę?
Mężczyzna: Tak, stąd trzy przystanki, potem pan musi zapytać o drogę.
Pan Jarecki: Dziękuję. A gdzie jest przystanek?
Mężczyzna: Po drugiej stronie ulicy, obok budki
telefonicznej.
Pan Jarecki: Aha, już widzę. Dziękuję bardzo. Do widzenia.
Mężczyzna: Proszę bardzo. Do widzenia.
Pan Jarecki wysiada z tramwaju i idzie do pierwszej przecznicy na prawo. Ale to nie jest ulica Łokietka. Zawraca więc i idzie w przeciwnym kierunku, ale ulica, która tam jest, też nie jest Łokietka. Zrezygnowany pyta nadchodzącego przechodnia.
Pan Jarecki: Przepraszam, czy może wie pan, gdzie jest ulica
Łokietka?
Przechodzień: Zaraz, to gdzieś tutaj. Muszę się chwilę zastanowić. Już wiem! Musi pan pójść prosto aż do tamtego skrzyżowania, skręcić w prawo, podejść kawałek i druga na lewo to Łokietka.
Pan Jarecki: Dziękuję bardzo.
Przechodzień: Proszę uprzejmie.
Pan Jarecki idzie, a po chwili podchodzi do niego jakaś pani.
Rozpisz role.
Przepraszam, czy tu niedaleko jest dworzec? Dworzec? Tu?
Tak. Dworzec kolejowy.
Ależ skąd! Tutaj nie ma żadnego dworca!
Nie ma? Na pewno?
O
Pani:
Pan Jarecki: Pani:
Pan Jarecki: Pani:
Pan Jarecki: Pani:
Pan Jarecki:
Pani:
Pan Jarecki:
czywiście. Dworzec jest dość daleko stąd. Musi pani pojechać tramwajem...Którym? I skąd?
Jedenastką z tego przystanku, który widać niedaleko. Trzeba pojechać około 10 przystanków - najlepiej proszę potem zapytać w tramwaju.
Dziękuję bardzo.
Proszę. Do widzenia.
Kupię sobie samolot
W dzieciństwie marzyłem o rowerze. Miałem oczywiście taki z dodatkowymi kółkami z tyłu i dzwonkiem na kierownicy, ale chciałem mieć prawdziwy - większy, z ręcznym hamulcem i przerzutkami. Prosiłem rodziców i Świętego Mikołaja, żeby razem, skoro nie mogą w pojedynkę, kupili mi na Gwiazdkę prawdziwy rower. To był najlepszy prezent pod słońcem, nie mogłem się doczekać wiosny, by wsiąść na swój rower i wyruszyć w podróż. Przez całą wiosnę i lato jeździłem z chłopakami po okolicy, stałem się niezłym kolarzem, nawet myślałem o tym, by zacząć uprawiać kolarstwo zawodowo.
Przeszło mi, gdy Marek przyjechał na dyskotekę motorem. Wszystkie dziewczyny patrzyły na niego jak na bohatera, prawdziwego mężczyznę, a my staliśmy i patrzyliśmy - dzieciaki na rowerach. Postanowiłem, że niech się dzieje wola nieba, a ja koniecznie muszę mieć motor. Ojciec od razu mnie uprzedził, że najwyżej coś dołoży, większość potrzebnej kwoty muszę sam zarobić. Przez cały rok, zapominająco feriach i wakacjach, tyrałem w jego firmie aż uzbierałem pieniądze na swoje marzenie. Pojechaliśmy z ojcem do warsztatu wujka Rafała, gdzie czekał na mnie nie nowy, ale w całkiem dobrym stanie motor. Był mój własny, wymarzony. Czułem się kimś wyjątkowym, byłem niezależny i odważny. Mam ten motor do dziś, stoi w garażu obok czarnego mercedesa, przypominając o latach młodzieńczych, ładnych dziewczynach i zwariowanych pomysłach.
Czarny mercedes to dzień dzisiejszy. Uwielbiam to uczucie, gdy siadam za kierownicą, wstawiam kluczyk do stacyjki i uruchamiam silnik. Mercedes porusza się płynnie i cicho. Jeżdżę nim od roku i nie narzekam. Staram się nie wspominać czasów, gdy musiałem dojeżdżać na uczelnię tramwajem. Stanie na przystanku i te wszystkie zdenerwowane emerytki, tłok, zawracanie głowy kasowaniem biletu. Coś okropnego! Jak tylko zarobiłem wystarczająco dużo pieniędzy, kupiłem samochód osobowy. Teraz nikt mi nie mówi, jak mam stać i gdzie siedzieć. Jestem panem swojego czasu. Niestety, gdy są silne mrozy i opady śniegu, zostawiam samochód w garażu i korzystam z usług komunikacji miejskiej. Wtedy jestem naprawdę nieszczęśliwy. Patrzę przez okno na korki na drogach i marzę o samolocie, którym mógłbym szybko dotrzeć, gdzie tylko bym chciał.
Jak dojść ze szkoły do kina?
Jak dojść z banku do domu towarowego?
Którędy iść z muzeum do szpitala?
Gdzie jest teatr?
Przy jakiej ulicy jest ?
Jak dojechać stąd do dworca?
Jak dojść do rynku?
Jak
dojść stąd do twojego mieszkania?Jak dojechać do ciebie z rynku?
Jak dojechać do twojego hotelu?
Jak dojść/dojechać z uniwersytetu na dworzec?
Jak dostać się od ciebie na uniwersytet?
Mama: Tadeusz, gdzie są nasze rękawice ogrodowe?
Tato: Ależ Irenko, przecież nie tu, w domu! Leżą na półce w piwnicy. Są takie brudne, że nie chcę ich przynosić na górę. Mama: Masz rację. Weźmiemy tylko krzesełka i możemy iść.
Kasia: Mamo, dziewczynki czekają na mnie na podwórku, czy mogę iść pobawić się?
Mama: Dobrze, ale potem może przyjdziecie do nas, do ogródka. Truskawki są już dojrzałe.
Kasia: Uwielbiam truskawki! Przyjdziemy!
W domu Andrzeja dzwoni telefon. Andrzej nalewa w kuchni herbatę i nie noże od razu odebrać, dlatego mówi:
Andrzej: Tato, proszę odebrać, bo ja nie mogę!
Tato: Ojej, jak mi się nie chce. No dobrze, dobrze, już idę.
Podchodzi do aparatu i podnosi słuchawkę.
Tato: Halo!
Piotr: Halo, dzień dobry, tu Piotr Jarecki. Andrzej, to ty?
Tato: Nie, ale już go proszę.
Andrzej: Tak, słucham, piotr: Cześć, tu Piotr.
Andrzej: A, cześć! Co słychać?
Piotr: Mam dwie nowe płyty Ewy Demarczyk. Chcesz posłuchać?
Andrzej: Pytanie! Ale dopiero w poniedziałek, dziś nie mogę. Aha, mam te trzy książki, które musisz przeczytać.
Piotr: Tak, muszę, ale dopiero na następny piątek.
Andrzej: Nie szkodzi, przyniosę je w poniedziałek. Do poniedziałku!
Piotr: Do poniedziałku, cześć.
